Zydowskie korzenie


Szaul z Tarsu

październik 29, 2013
Print Friendly

Autor artykułu: brat Mirosław

Zaczynając od święta Piotra i Pawła 29.06.2008 r. przez cały rok Kościół Katolicki obchodził rok św. Pawła, Apostoła narodów. Przyjrzyjmy się bliżej postaci tego godnego naśladowania człowieka, który pisał do wiernych: „Bądźcie naśladowcami moimi, jak i ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1Kor 11,1).

1. Dzieciństwo

Św. Paweł urodził się w rodzinie zamożnego Żyda z rodu Beniamina, mieszkającego w miejscowości Tars w Azji Mniejszej. W ósmym dniu został obrzezany i otrzymał imię Sza’ul (istnieje kilka polskich wersji jego imienia, np. Saul, Szaweł), to samo, które nosił pierwszy król Izraela. Jak każdy żydowski chłopiec, przed dwunastym rokiem życia poznał podstawy żydowskiego życia religijnego, nauczył się czytać i wypełniać Torę. Ojciec nie zaniedbał też spraw „zawodowych” – nauczył Szaula trudnego fachu wytwarzania namiotów.

Nie wiemy, od kiedy przodkowie Szaula osiedlili się w Tarsie. Społeczności żydowskie w Azji mniejszej zaczęły się pojawiać już po pierwszych wysiedleniach Żydów z Izraela przez Asyryjczyków w VIII w. przed Chr. Po wojnach machabejskich, kiedy imperium rzymskie rosło w potęgę, a sytuacja w Judzie była bardzo niestabilna, wielu Żydów preferowało pozostawać w diasporze. Część z nich nabywała obywatelstwo rzymskie, które kosztowało sporo pieniędzy, ale dawało wiele przywilejów i ochronę ze strony rzymskiego państwa. Tak samo postąpili rodzice Szaula, który urodził sie już jako obywatel Rzymu.

Zamożność zapewne pozwalała rodzicom Szaula spełniać najważniejszy obowiązek każdego Żyda – pielgrzymowanie do Jerozolimy w celu złożenia ofiar. I chociaż większość mieszkających w diasporze nie mogła czynić tego trzy razy w roku, jak nakazuje Tora (Pwt 16,16), prawie pewne jest, że kiedy Szaul miał 12-13 lat, ojciec zabrał go do Wielkiego Miasta na pielgrzymkę. Być może, właśnie tam odmówił ostatnie ojcowskie błogosławieństwo nad Szaulem, dziękując Bogu za to, że „ten chłopak się już usamodzielnił i teraz sam za siebie odpowiada”. Od tej chwili Szaul nie podlegał władzy rodzicielskiej i mógł sam decydować o swoim dalszym losie.

Jest bardzo prawdopodobne, że właśnie wtedy, zachwycony dyskusjami teologicznymi i gorliwością żydowskich uczonych w Jerozolimie, chłopak postanowił pozostać tutaj i zostać uczniem jednego z największych autorytetów Tory – Gamliela, znanego z historii jako Raban Gamliel Starszy. Kilkadziesiąt lat później jego nauczyciel został przywódcą Sanhedrynu (najwyższej rady religijnej), a sam Szaul do końca życia był dumny z wykształcenia, które otrzymał u jego stóp.

Tradycja żydowska opisuje Gamliela jako rabina, starającego się „zmniejszyć ciężar” stawianych przez Prawo Mojżeszowe wymagań. Wprowadził on wiele ulg dla najbiedniejszych i dbał o polepszenie sytuacji prawnej kobiet. Być może, właśnie jego nauki ukształtowały poglądy Pawła na równość bogatych i biednych, mężczyzn i kobiet, niewolników i wolnych. Tak czy inaczej, dzieciństwo Szaula kończy się w Jerozolimie, gdzie już jako młodzieniec pobiera on nauki w najlepszej z ówczesnych szkół rabinicznych stronnictwa faryzeuszy.

2. Gorliwy rabin

Aby lepiej zrozumieć to, co się stało z Szaulem w drodze do Damaszku, należy zatrzymać się nad wyznawana przez niego formą judaizmu. W swoim liście do Filipian napisał on z dumą o sobie: „obrzezany w ósmym dniu, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, w stosunku do Prawa – faryzeusz”. Stojąc później przed królem Agryppą (Dz 26,5), Szaul podkreślał, że stronnictwo faryzeuszy było najsurowsze ze wszystkich odłamów judaizmu. Czym więc różnili się faryzeusze od pozostałych?

Otóż w czasach Chrystusa judaizm przeżywał swoisty „kryzys proroctwa”. Mianowicie, od Abrahama i aż do wygnania babilońskiego nie powstawały wśród Żydów żadne nurty religijne, ponieważ każde odstępstwo i każde wykroczenie było natychmiast piętnowane przez proroków i prostowane na drodze dotkliwych kar od Boga. Jednak po powrocie z Babilonu, a ściślej mówiąc, po wydarzeniach opisanych w księdze Estery, nie powstał w Izraelu żaden prorok, który by rozstrzygnął niekończące się żydowskie spory. Wobec braku proroka Żydzi pozostawali w niepewności co do tego, jak należy wykonywać te lub inne skomplikowane przykazania, które z przykazań są ważniejsze, co wolno zaniedbać, a na co trzeba koniecznie zwrócić uwagę. Ważne jest, byśmy rozumieli, że nikt w Izraelu nie kwestionował faktu Objawienia Bożego i zawarcia Przymierza między Bogiem a Żydami. Nikt w Izraelu nie miał zamiaru łamać to Przymierze – odwrotnie, każdy chciał jak najdokładniej Przymierze wypełnić. Ale właśnie tutaj zaczynały się spory. Jedni uważali, że najważniejsze jest składanie ofiar, inni – że raczej unikanie rytualnego skalania, jeszcze inni uważali za priorytet religijny polityczną niepodległość. W ten sposób namnożyło się stronnictw i sekt, których wspólną cechą było dążenie do wypełnienia woli Bożej oraz przekonanie, że wszyscy inni na pewno sie mylą. Dlatego każde stronnictwo z utęsknieniem oczekiwało Mesjasza, który miałby raz na zawsze rozstrzygnąć wszystkie wątpliwości.

Faryzeusze byli uważani za najsurowsze stronnictwo właśnie dlatego, że stawiali sobie najtrudniejsze wymagania. Wręcz celowo czynili więcej niż wymagało od nich bezpośrednio Prawo Mojżeszowe, byleby zachować „czystość rytualną”, która dawała prawo składania ofiar w każdej chwili (zanieczyszczenie rytualne wymagało bowiem skomplikowanej i czasochłonnej procedury oczyszczenia przed złożeniem ofiary). Swoje zachowawcze nauki faryzeusze nazwali „ogrodzeniem wokół Tory” (Pirkej Awot 1,1), jakby chroniącym ich przed przypadkowym złamaniem jakiegoś przykazania. Jednym z najlepszych przykładów takiego rozumowania jest wprowadzony przez stronnictwo faryzeuszy zakaz mieszania mlecznych pokarmów z mięsnymi. Prawo Mojżeszowe zakazuje jedynie gotować koźlę w mleku jego matki (Wyj 23,19), ale skąd biedny Żyd ma wiedzieć, które mleko i które mięso kupione na rynku od jakiego zwierzęcia pochodzi? Więc na wszelki wypadek lepiej w ogóle nie mieszać mleka z mięsem, by przypadkiem się nie okazało, że mleko pochodzi od matki przyrządzanego zwierzęcia.

Wbrew pozorom, zasada budowania ogrodzenia wokół Tory nie została w żaden sposób potępiona przez Jezusa. Potępiał on jedynie obłudę i pychę, która nieuchronnie pojawia się w środowiskach ludzi, pewnych, że postępują zgodnie z wola Boga (nie oszukujmy się, my jako chrześcijanie również nie jesteśmy wolni od tych wad). Również rabbi Szaul niejednokrotnie stosował tę zasadę „ogrodzenia wokół Tory”, rozstrzygając sporne kwestie. Dla przykładu, w 1Kor 8,13 stwierdza on: „Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata”. Nikt mu nie zabrania jeść mięso, ale rabbi Szaul woli mięsa nie jeść, by przypadkiem nie stać się powodem zgorszenia. I trzyma się tego pomimo przekonania, że dla czystych wszystko jest czyste (Tyt 1,15).

Znając środowiska faryzeuszy, można przypuszczać, że zamożność rodziców Szaula nie pomogła mu w robieniu kariery. Większość wybitnych rabinów tamtych czasów pochodziła z niższych warstw społecznych, z ubogich rodzin, nieraz nawet ze środowisk analfabetów. Zdobywali jednak renomę dzięki pracy i wiedzy. Można więc sądzić, że i Szaul zapracował na swoją pozycję w Sanhedrynie studiując Torę i dyskutując z innymi uczonymi. Pomimo młodego wieku zapewne pełnił jakieś funkcje pomocnicze w Sanhedrynie, a na pewno liczyli się z nim przywódcy faryzejscy. Rabbi Szaul musiał doskonale znać Pismo, zachowywał wszystkie znane Żydom przykazania (podobno można ich naliczyć w Torze aż 613) i pozostawał bez zarzutu jeżeli chodzi o przestrzeganie Prawa (zob. Flp 3,6).

I właśnie wtedy, kiedy rabbi Szaul zdobywał uznanie w środowiskach faryzeuszy, w Jerozolimie zaczęły się szerzyć słuchy o jakimś człowieku, który żyje, mimo, że Go zabili…

3. Prześladowca Kościoła

W żydowskiej mentalności i świadomości religijnej bardzo ważne miejsce zajmuje zagadnienie wzajemnej odpowiedzialności. Każdy Żyd ma świadomość, że jego osobista odpowiedzialność przed Bogiem jest jednocześnie odpowiedzialnością za innych. Nawet najbardziej bezbożny Żyd nie ma w pogardzie pobożnych cadyków (mimo, że się z nimi nie zgadza), gdyż czuje, że ich pobożność powstrzymuje gniew Boga. Z kolei nawet najbardziej pobożny Żyd rozumie, że i na niego może spaść kara Boża, kiedy inni Żydzi zgrzeszą i Bóg postanowi ukarać swój naród.

Takie rozumowanie jest głęboko osadzone w Torze. Rabini zauważyli, że w historii ze złotym cielcem grzech odstępstwa popełniło nie więcej niż 5% Izraelitów, ale kara dotknęła cały naród. Podobnie cały naród cierpiał z powodu najazdu Asyryjczyków i później Babilończyków, pomimo, że nie wszyscy zgrzeszyli w jednakowym stopniu. I odwrotnie, nawrócenie jednego tylko człowieka spowodowało odwrót wojsk asyryjskich spod murów Jerozolimy.

Widząc te przykłady z historii, Żydzi należący do różnych stronnictw religijnych byli przekonani, że właśnie oni najlepiej wypełniają wolę Bożą, i że do nich należy misja uświadamiania pozostałych Żydów, a nawet tępienia tych, którzy przez swoje herezje mogliby sprowadzić nieszczęście na cały naród.

Jeżeli uważnie przeczytamy drugi rozdział 1Mchb to zauważymy, że powstanie machabejskie wybuchło wcale nie w odpowiedzi na przemoc ze strony Greków. Kapłan Matatiasz nie wytrzymał, kiedy zobaczył Żyda łamiącego Prawo i składającego ofiarę pogańską (1Mchb 2,23-24). Matatiasz zabił urzędnika greckiego dopiero potem, gdy zobaczył, że zbrojna konfrontacja z okupantem jest nieunikniona.

Jestem przekonany, że Pan Jezus został wydany przez Sanhedryn na śmierć z tego samego powodu: arcykapłani i faryzeusze bali się, że ten heretyk ściągnie nieszczęście na cały naród i doprowadzi do zagłady Żydów (Jana 11,47-50). Dlatego woleli zabić jednego, by ocalić cały naród, nawet wiedząc, że formalnie żadnego grzechu on nie popełnił.

Ta sama sytuacja miała miejsce z oskarżeniem diakona Szczepana. Możemy przeczytać całe przemówienie Szczepana (Dz 7,2-53), które zawierało ostre słowa i kończyło się poważnym zarzutem w kierunku słuchaczy: „Wy, którzy otrzymaliście Prawo za pośrednictwem aniołów, lecz nie przestrzegaliście go”. Jednak w odpowiedzi na to wszystko oskarżyciele jedynie wrzeli gniewem i zgrzytali zębami (Dz 7,54). Do tego miejsca mamy do czynienia ze zwykłą kłótnią żydowską – jedni oskarżają drugich, każdy uważa innych za odstępców, każdy gotowy jest wyrwać drugiemu brodę na dowód swoich racji. I w tym momencie Szczepan „przeholował”, mówiąc otwartym tekstem, że widzi Jezusa po prawicy Bożej. Reakcja słuchaczy była jednoznaczna: oni zatkali uszy, by nie słyszeć słów, które uważali za bluźniercze, i zabili bluźniercę. Byli przekonani, że tylko w ten sposób mogą uśmierzyć gniew Boży. Byli przekonani, że tego wymaga od nich Prawo Mojżeszowe.

Te właśnie przekonania podzielał rabbi Szaul, który brał czynny udział w egzekucji z ramienia Sanhedrynu (Dz 7,58). I właśnie te przekonania spowodowały, że postanowił on zabrać się za tępienie tej zgubnej herezji, szerzącej się wśród Żydów, by nie dopuścić do strasznego gniewu Bożego i do zagłady swojego narodu.

Kiedy czytamy w naszej Biblii słowa „A Szaweł niszczył Kościół, wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety, i wtrącał do więzienia” (Dz 8,3), musimy o tym wszystkim pamiętać. Kościół wówczas składał się wyłącznie z Żydów, którzy nawet nie mieli oddzielnych budynków kościelnych, normalnie uczęszczali do synagog i do czynnej jeszcze Świątyni w Jerozolimie. Rabbi Szaul pragnął oczyścić własny naród z herezji, pragnął zniszczyć w zarodku ten „zgubny zabobon”, by nie dopuścić do większego nieszczęścia. Nie ma bowiem dla judaizmu nic gorszego niż odstępstwo, które musi być powstrzymane za wszelką cenę…

Dlatego też, kiedy żydowscy wyznawcy Chrystusa pouciekali z Jerozolimy, rabbi Szaul postanowił tępić ich również poza ziemią Izraela – w Damaszku.

4. Co się przydarzyło Szaulowi?

Kiedy jednak rabbi Szaul przybył do Damaszku, nikt nie mógł zrozumieć, co się z nim stało. Zamiast prześladować wyznawców Chrystusa, on sam „zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym” (Dz 9,22).

Jeszcze raz przypomnijmy sobie, kim był rabbi Szaul na ten moment. Wybitny młody uczony, uczeń samego Gamliela, mający wpływy w Sanhedrynie, dbający o czystość wyznawanej wiary i pełnienie woli Bożej, gorliwy jak potomkowie Lewiego lub jak kapłan Matatiasz. Co mu się stało, że nagle zaczął on powtarzać tę samą zgubną herezję, jakoby niejaki Jezus żyje, choć Go zabito, i w dodatku, że On jest Synem Boga? Żaden normalny Żyd nie powie, że zwykły człowiek jest synem Boga. Żadnemu Żydowi nie przyjdzie to do głowy, ponieważ Bóg jest Bogiem, a każdy człowiek jest tylko człowiekiem. Tym bardziej nie powinien mylić tych pojęć rabin, zwłaszcza taki, jak rabbi Szaul. Nic więc dziwnego, że w synagogach Damaszku powstało wielkie zamieszanie (Dz 9,22).

Po raz kolejny możemy się przekonać, że w kontekście żydowskim nic innego nie miało tak wielkiego znaczenia, jak Osoba Chrystusa. Każdą krytykę i każdą interpretację Tory faryzeusze i saduceusze mogli znieść – ale kiedy Jezus zmuszał ich do uznania w Sobie Syna Bożego, sprzeciwiali się aż „do krwi”, w końcu wydając Go na śmierć. Każde przemówienie było tolerowane przez Żydów tak długo, póki nie padało stwierdzenie, że Jezus jest Synem Bożym. Słysząc te słowa, każdy Żyd odbierał je jako bluźnierstwo. Co więc mogło spowodować, że uczony rabin nagle zmienił zdanie i zaczął powtarzać te same słowa, które jeszcze niedawno uważał za bluźnierstwo, i twierdzić, że to jest niezbity fakt?

Odpowiedź jest banalnie prosta: rabbi Szaul po prostu miał spotkanie z Tym, którego prześladował. On naprawdę musiał Go spotkać, naprawdę musiał z Nim rozmawiać. Nie ma innej możliwości. Po prostu inaczej ten rabin nie zmieniłby zdania w kwestii Osoby Chrystusa.

Chcę tutaj przywołać jedną historyjkę, odnotowaną w Talmudzie. Otóż grupa rabinów dyskutowała nad pewną interpretacją Tory, i jeden nie zgadzał się z pozostałymi. W pewnym momencie Bóg nie wytrzymał i zagrzmiał z nieba, ogłaszając, że ten jeden ma właśnie rację. Jednak pozostali rabini się tym nie przejęli, ponieważ nigdzie w Torze nie jest powiedziane, jakoby głos z nieba miał rozstrzygnąć jakikolwiek spór interpretacyjny.

Mając to na uwadze, musimy przyjąć, że żaden rabin nie da się tak łatwo zaskoczyć i zmienić zdanie. Więc jeżeli rabin zmienił zdanie po kilkunastu minutach rozmowy z Kimś, to skrajną głupotą byłoby bagatelizowanie tej Osoby. Zmiana zdania rabbiego Szaula nie była owocem wieloletnich studiów, interpretacji lub reinterpretacji jakichś wypowiedzi lub dokumentów. Przed spotkaniem z Jezusem Szaul uważał Go za zwykłego człowieka. Po spotkaniu zmienił zdanie i przekonał się, że On jest Synem Bożym. Do końca życia już pozostał przy tym przekonaniu…

5. Niewygodna wiara

My często mówimy, że przychodzimy do kościoła, by spotkać się z Jezusem. Mówimy, że chcemy słuchać Jego słów, zapisanych przez Ewangelistów, by one nas przemieniały. Jednak wychodzimy z kościoła i żyjemy dalej tak samo, jak gdybyśmy wcale Jezusa nie spotkali, i Jego słów nie usłyszeli…

Inaczej wyglądała sytuacja rabbiego Szaula. Spotkanie z Jezusem spowodowało, że rabin uznał wszystkie swoje dotychczasowe osiągnięcia za nic nie warte, całą swoją uczoność za pusty dźwięk cymbałów, i całą ludzką mądrość za głupotę. Oprócz tego, u rabbiego Szaula zniknął strach przed śmiercią i cierpieniem, a pragnienie służenia Jezusowi zdominowało całe jego dalsze życie.

Jego autorytet rabina oraz znajomości w Sanhedrynie powodowały, że dopiero po dłuższym czasie damasceńscy Żydzi postanowili go zgładzić (Dz 9,23). Zmuszony do ucieczki, Szaul udał się do Jerozolimy, która wcale nie była dla niego bezpieczną kryjówką. Przecież właśnie w Jerozolimie jego najbliżsi przyjaciele razem z nim tępili wyznawców Chrystusa i gotowi byli zabić każdego, kto uważał Go za Syna Bożego. Dlatego też Szaul szukał schronienia u uczniów Chrystusa, którzy nie mogli uwierzyć, że ten prześladowca stał się nagle wyznawcą. Dopiero niejaki Barnaba pomógł mu spotkać się z Apostołami, po czym rabbi Szaul mógł przebywać w środowisku uczniów Chrystusa (Dz 9,27-28).

Warto odnotować, że i w Jerozolimie rabbi Szaul nie mógł pozostać w ukryciu. Prawda o Synu Bożym, Mesjaszu Izraela nie dawała mu spokoju. Znowu zaczął zaczepiać innych Żydów, dowodząc im, że Jezus jest Synem Bożym, i narażając się na nowe prześladowania. I znowu musiał uciekać, tym razem do rodzinnego Tarsu, gdzie pozostawał przez następnych kilkanaście lat.

W jakiś sposób dalsze losy rabbiego Szaula – św. Pawła przypominają życie proroka Jeremiasza, który napisał w swojej księdze: „I powiedziałem sobie: Nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (Jer 20,9). Kilkanaście lat bezczynności, która pozornie wyglądała jak „porządne, uczciwe życie”, bez narażania się na śmieszność, bez poruszania niewygodnych tematów, bez napominania grzeszników. Kilkanaście lat spokoju, podczas których rabbi Szaul nie doznał prawdziwego pokoju. Ten „spokój” został nagle przerwany, kiedy ten sam Barnaba, wysłany przez Apostołów do Antiochii, sprowadził Szaula z Tarsu do pracy w rosnącym Kościele antiocheńskim (Dz 11,22-26). I zaczęło się coś, co rabbi Szaul opisał w jednym ze swoich listów następująco:

Są sługami Chrystusa? Zdobędę się na szaleństwo: Ja jeszcze bardziej! Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły. (2Kor 11,23-28)

Po co mu to było? Czy nie lepiej było zajmować się swoimi sprawami, licząc na pomoc Bożą, jak my to często robimy? Dlaczego jednak rabbi Szaul poświęcił resztę życia Ewangelii?

Ja widzę tylko jedną sensowną odpowiedź: po prostu on poważnie traktował Boga. Inaczej nie napisałby takich słów: „Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza” (1Kor 9,16-17).

Może i my powinniśmy się bardziej przejąć obowiązkiem głoszenia Ewangelii?

6. Rabin Apostołem narodów

Rozpoczynając prześladowania Kościoła w Jerozolimie, rabbi Szaul nawet nie mógł podejrzewać, że przygotowuje pole dla swojej przyszłej pracy. Czytamy w Dziejach Apostolskich (Dz 11,19-20):

Ci, których rozproszyło prześladowanie, jakie wybuchło z powodu Szczepana, dotarli aż do Fenicji, na Cypr i do Antiochii, głosząc słowo samym tylko Żydom. Niektórzy z nich pochodzili z Cypru i z Cyreny. Oni to po przybyciu do Antiochii przemawiali też do Greków i opowiadali Dobrą Nowinę o Panu Jezusie.

Do tego momentu, nawet poza granicami Izraela, Ewangelia o Jezusie Chrystusie Synu Bożym była głoszona wyłącznie Żydom (z nielicznymi pojedynczymi wyjątkami). Do tego momentu wszyscy uważali, że Jezus przyszedł tylko „do owiec, które poginęły z domu Izraela” (Mt 10,6 oraz 15,24). Aby Piotr zgodził się przemówić do Korneliusza, Bóg musiał dla niego zorganizować specjalne objawienie, które jednak nie spowodowało radykalnej przemiany w myśleniu Apostoła. Tymczasem zhellenizowani Żydzi (albo prozelici) z Cypru i Cyreny, zmuszeni do rozproszenia wśród pogan, zaczęli głosić Ewangelie również nie-Żydom. I wtedy zaczęły się problemy.

Aby sobie dobrze uświadomić, jakiego rodzaju problem miał Kościół z nawracającymi się poganami, musimy sobie przypomnieć, że styl życia uczniów Jezusa dotąd praktycznie nie różnił się od stylu życia innych Żydów. Uczniowie Jezusa modlili się tak samo, jak inni Żydzi, tak samo nosili talit (ubranie z frędzlami), tak samo chodzili do synagogi, tak samo studiowali Torę, tak samo przychodzili do Świątyni w Jerozolimie, tak samo witali Szabat i tak samo obchodzili wszystkie święta żydowskie. Postępowali oni w ten sposób całe swoje życie przed spotkaniem Jezusa, jak również w czasie, kiedy Jezus był z nimi. Nie było więc żadnego powodu, by zmienili swoje zachowanie po Jego śmierci i zmartwychwstaniu. Oczywiście, zupełnie inne, nowe znaczenie widzieli w każdym elemencie żydowskiej liturgii, w każdym ustępie Tory i w każdym spełnianym przykazaniu – ale właśnie to nowe znaczenie powodowało, że nie porzucali swoich żydowskich tradycji. I właśnie na tym polegała misja Apostołów wśród Żydów, by ukazać im Jezusa – Zbawiciela i Mesjasza, który wypełnia każde słowo Pism.

I w tym momencie pojawia się duża grupa ludzi, absolutnie nie znających ani Tory, ani zwyczajów żydowskich, która chce żyć w jedności z żydowskim Mesjaszem. Co z nimi robić? Jak ich nauczyć żyć po Bożemu? Od czego zacząć?

Nic dziwnego, że do tej posługi potrzebny był rabin. I nie jakiś zwykły rabin, tylko taki, który spotykał się z Jezusem i nie dałby się sprowadzić na manowce jakimś filozofowaniem. I nic dziwnego, że Barnaba od razu przypomniał sobie o rabbim Szaulu, który mieszkał w Tarsie niedaleko Antiochii. Tak zaczęła się posługa rabina wśród pogan, których nazwano chrześcijanami, czyli wyznawcami Chrystusa (Dz 11,26).

Myślę, że powinniśmy z wdzięcznością docenić wkład rabbiego Szaula w formułowanie zasad funkcjonowania nieżydowskiej społeczności chrześcijańskiej. Do Nowego Testamentu weszło 13 listów, napisanych przez tego rabina do pogan, wyznających Jezusa Chrystusa. W czasie swoich podróży Szaul przebył ponad 16 tysięcy kilometrów, głosząc Ewangelię Żydom i poganom, zakładając nowe wspólnoty wierzących i odwiedzając już istniejące, głosząc kazania, rozwiązując problemy, odpowiadając na pytania, zbierając pieniądze dla potrzebujących Kościołów. Być może, gdybyśmy włożyli tyle samo miłości w ewangelizowanie Żydów, ile rabbi Szaul włożył w ewangelizowanie pogan, dzisiejszy naród żydowski wyglądałby zupełnie inaczej…

7. „Taryfa ulgowa” dla pogan

Czasami można odnieść wrażenie, że rabbi Szaul nic innego nie robił, tylko się z kimś kłócił. Żydzi, którym głosił on Ewangelię, nie nawracali się, tylko denerwowali się i chcieli go zabić. Z kolei pracując wśród pogan, rabbi Szaul popadł w konflikt z Żydami, wyznającymi Jezusa Chrystusa. Wydawało się im, że jedynie obrzezanie i formalne przystąpienie do judaizmu uprawnia ludzi do wiary w Chrystusa i otwiera im bramy Zbawienia.

Rabbi Szaul stanowczo sprzeciwił się temu nauczaniu. Razem z Barnabą bronił on prawa pogan do zachowania swojej tożsamości kulturowej i etnicznej, stawiając im jedynie wymagania natury duchowej i moralnej. Jego koncepcja nawrócenia pogan sprowadzała się do wewnętrznego odrodzenia i uświęcenia, za którym idą przemiany również zewnętrzne, jak to napisał w liście do Efezjan (Ef 4,22-24):

…co się tyczy poprzedniego sposobu życia – trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.

Oczywiście, nie było to całkiem zgodne z przekonaniami innych Żydów, którzy traktowali nawrócenie pogan jako włączenie ich do narodu żydowskiego wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Należy tutaj odnotować, że judaizm w ogóle nie jest religią misyjną. Jest traktowany raczej jako narodowa, a wręcz rodzinna więź z Bogiem, która nie dotyczy innych narodów. Ważne jest, by rozumieć, że w tej ideologii nie ma rozważania, czy bycie Żydem jest lepsze od bycia nie-Żydem. Po prostu przyjmuje się, że Żyd ma inne zadania niż nie-Żyd, a skoro Bóg powołał Żydów spośród innych narodów, to widocznie są mu potrzebni i Żydzi, i nie-Żydzi.

W historii miało miejsce zaledwie kilka masowych nawróceń na judaizm. Z reguły nie przynosiły one Żydom nic dobrego. Najbardziej przemawiającym przykładem jest przymusowa konwersja Idumejczyków w czasach machabejskich, która znacznie osłabiła judaizm i w dodatku umożliwiła objęcie tronu izraelskiego przez tyrana Idumejczyka – Heroda Wielkiego. Te fakty powodowały zapewne bardzo podejrzliwe i ostrożne podejście Żydów do nowo nawracających się pogan. Wydawało się raczej oczywiste, że trzeba ich nauczyć przestrzegania całej Tory.

W wyniku szaulowego sprzeciwu powstała konieczność zwołania Soboru Jerozolimskiego. Dopiero w tych okolicznościach św. Piotr przypomniał sobie, jak miał objawienie i znak od Boga, że poganie mogą dostąpić oczyszczenia serc jedynie przez wiarę. Ostatnie słowo wypowiedział św. Jakub, proponując, by nawracający się poganie powstrzymali się jedynie od bałwochwalstwa, rozpusty (czyli od wszelkich pozamałżeńskich stosunków seksualnych) i od krwi.

Było to wielkie zwycięstwo rabina Szaula, który wywalczył „taryfę ulgową” dla pogan, wchodzących do Kościoła. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że w całej tej dyskusji nigdzie nie pojawia się zagadnienie „taryfy ulgowej” dla nawracających się Żydów. Po prostu nic takiego nikomu nie przyszło do głowy – Żyd pozostaje Żydem, nawet kiedy wierzy w Chrystusa i przez łaskę dostępuje zbawienia, nie pokładając nadziei w uczynkach ciała.

Zdaje się, że dziś sytuacja w Kościele jest totalnie odwrotna – Żydzi stanowią niewielką grupę i mają problem z zachowaniem swojej żydowskiej tożsamości w połączeniu z wyznawana wiarą w Chrystusa. Być może, chcąc naśladować rabbiego Szaula z Tarsu, powinniśmy zwołać Sobór i wywalczyć dla Żydów prawo zachowania judaizmu w ramach wiary naszego Kościoła…

8. Do końca żyd

Dopiero w czasie posługi na wyspie Pafos rabbi Szaul zaczął używać greckiej wersji swojego imienia – Paweł (Dz 13,9). Do końca swego życia jednak identyfikował się ze swoim narodem, pozostając wierny wszystkim tradycjom biblijnym, pielęgnowanym przez stronnictwo faryzeuszy. Nie było to jakieś wyjątkowe zjawisko w Kościele pierwszego wieku, czytamy przecież słowa, jakimi Apostołowie powitali Pawła w Jerozolimie: „Widzisz, bracie, ile tysięcy Żydów uwierzyło, a wszyscy trzymają się gorliwie Prawa. O tobie jednak słyszeli, że wszystkich Żydów, mieszkających wśród pogan, nauczasz odstępstwa od Mojżesza, mówisz, że nie mają obrzezywać swych synów ani zachowywać zwyczajów” (Dz 21,20-21). Apostołowi jednak wiedzieli, że Paweł tak nie nauczał, dlatego zaproponowali, by na dowód swojego przywiązania do żydowskiej tradycji złożył ślub nazyreatu wraz z czterema innymi żydowskimi wyznawcami Chrystusa. Nikomu z Apostołów nie wydało się to w jakikolwiek sposób niestosowne, że wyznawcy Chrystusa składają ofiary i starotestamentowe śluby. Każdy rozumiał, że Chrystus przez swoją ofiarę raz na zawsze oczyszcza z grzechów, ale dla nikogo nie oznaczało to, że Świątynię należy zamknąć na kłódkę i zaniechać kultu świątynnego. Dlatego Paweł poddał się razem z czterema innymi wierzącymi obrzędom oczyszczenia (Dz 21,26), i każdy Żyd mógł się przekonać, że przestrzega on Prawa tak samo, jak przed nawróceniem (Dz 21,24).

A jednak ludzka zazdrość i nienawiść okazała się silniejsza od faktów. Pielgrzymi z diaspory zobaczyli Pawła w Świątyni i podnieśli krzyk, oskarżając Pawła o coś, czego ten nigdy nie uczynił: o profanację świętego miejsca.

Prawda jest taka, że jedyny poważny zarzut, jaki przeciwnicy mogli postawić Pawłowi, był związany z jego zażyłością z poganami. Zgodnie z zasadą „ogrodzenia wokół Tory”, żaden Żyd nie powinien przebywać z poganami, a tym bardziej jeść ich jedzenie, ponieważ mógłby w ten sposób skalać się bałwochwalstwem. Paweł jednak doskonale wiedział, że jego przyjaciele z pogan, nawracając się do Chrystusa, porzucali bałwochwalstwo, a przez wiarę dostępowali oczyszczenia z grzechów. Jako rabin wiedział nie tylko, że nie-Żydzi nie muszą spełniać wymagań czystości rytualnej, lecz również, że pewnych rzeczy nie mogą robić na równi z Żydami. Dlatego na pewno nie wprowadziłby nie-Żyda do Świątyni, tym bardziej, że nawet władze rzymskie zabraniały poganom tam wstępować pod karą śmierci. Jednak plotka, że Paweł wprowadził na teren Świątyni niejakiego Trofima z Efezu, znalazła posłuch wśród gorliwych żydów. Tłum rzucił się na Pawła i zaczął go bić, a bramy Świątyni zamknięto, by nie doszło do gniewu Bożego z powodu profanacji (Dz 21,30).

Fakty jednak wskazują na to, że Paweł zawsze dbał o to, by pogan nie obciążać przepisami Tory, oraz by Żydzi nie zaniedbywali jej nakazów. Dobrym przykładem tego jest obrzezanie Tymoteusza (Dz 16,3), którego matka była Żydówką, a ojciec Grekiem. Według Prawa Mojżeszowego syn z takiego małżeństwa jest żydem i powinien zostać obrzezany na ósmy dzień po urodzeniu. Jednak obowiązku tego zaniedbano, więc Paweł, zanim zabrał Tymoteusza ze sobą w podróż, uczynił to, co powinni uczynić jego rodzice. Żyd pozostaje żydem również wtedy, gdy uwierzy w żydowskiego Mesjasza, Zbawiciela wszystkich ludzi.

Nikogo jednak nie obchodziły fakty. W chwili, gdy Paweł powiedział, że Bóg posłał go do pogan w celu głoszenia Ewangelii, słuchacze nie wytrzymali i wybuchli gniewem, domagając się śmierci „zdrajcy” – rabina, który przyjmował pogan do Królestwa Bożego na ulgowych warunkach. Gdyby nie wojsko rzymskie, Paweł zginąłby z rąk rozwścieczonego tłumu.

Kiedy następnego dnia Paweł stanął przed Sanhedrynem, powiedział zgromadzonym rabinom: „Aż do dnia dzisiejszego służyłem Bogu ze spokojnym sumieniem” (Dz 23,1). Rabbi Szaul był wciąż przekonany, że głoszenie Ewangelii poganom w niczym nie umniejsza jego żydowskości i nie kala go. Sanhedryn, najwyższa rada religijna Izraela, nie była w stanie udowodnić, jakoby rabbi Szaul przestał być żydem.

Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że Żyd Szaul po nawróceniu zgolił pejsy i brodę, przestał nosić talit (ubranie z frędzlami), studiować Torę i przestrzegać kaszrutu. Wszystko jednak wskazuje na to, że do końca swoich dni Paweł wyglądał, zachowywał się i myślał jak typowy żyd, gorliwie przestrzegający wszystkiego, co Bóg objawił Mojżeszowi.

9. Męczeńska śmierć rabbiego Szaula

Oskarżony niesprawiedliwie przez rodaków o odstępstwo od judaizmu, rabbi Szaul (św. Paweł) odwołał się do cesarza rzymskiego. Takie prawo przysługiwało mu jako obywatelowi Rzymu, ale Pawłowi wcale nie chodziło o sprawiedliwość cesarską. Chciał on w ten sposób dotrzeć do najwyższych władz Imperium ze swoim zwiastowaniem. Wiedział, że jedynie jako niewinnie oskarżony może znaleźć posłuch u cesarza i konsulów, gdyż w tej sytuacji będą oni zmuszeni do ustosunkowania się do głoszonych przez Pawła prawd. Widzimy, że właśnie taka sytuacja miała miejsce w czasie przesłuchania w Cezarei przez namiestnika Festusa w obecności króla Agrypy i jego żony Berenike. Po wysłuchaniu mowy Pawła Agrypa powiedział: „Niewiele brakuje, a przekonałbyś mnie i zrobił ze mnie chrześcijanina” (Dz 26,28). Zresztą, odwołując się do cesarza, Paweł wypełnił wolę Pana Jezusa, który mu się objawił (Dz 23,11).

Niestety, do przesłuchania przed cesarzem najprawdopodobniej nie doszło. Dzieje Apostolskie kończą opowiadanie w chwili, kiedy św. Paweł zostaje przywieziony do Rzymu jako więzień, i osadzony w areszcie spotyka się ze starszyzną tutejszych gmin żydowskich. Głoszona Ewangelia wywołała wśród nich spore zamieszanie, ale trzeba przyjąć, że generalnie została odrzucona przez rabinat Rzymu. Dlatego też Paweł, jak zwykle, zajął się głoszeniem Chrystusa poganom. Czynił to co najmniej przez dwa lata, pozostając w areszcie domowym w wynajętym przez siebie mieszkaniu (Dz 28,30-31). Wydaje się, że nawet nie mając dostępu do samego cesarza rzymskiego, Paweł zdobył dla Chrystusa wielu członków jego rodziny, których nazywał „świętymi z domu cesarskiego” (Flp 4,22).

Tradycja podaje, że św. Paweł został stracony w Rzymie, kiedy wybuchły prześladowania chrześcijan. Apostoł był przygotowany do śmierci, przekonany, że wykonał swoją misję w tym zakresie, w jakim przewidział to Jezus. Patrząc w oczy śmierci, Paweł napisał do swojego przyjaciela Tymoteusza:

W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. (2Tym 4,7-8)

Takie słowa mógł napisać tylko człowiek, poważnie traktujący Słowo Boże. Przez całe swoje życie św. Paweł przejmował się tylko tym, by jak najdokładniej wypełniać wolę Boga – najpierw jako gorliwy żyd ze stronnictwa faryzejskiego, przestrzegający wszystkich przykazań żydowskiego Prawa, i w gorliwości swojej głosujący za karą śmierci dla heretyków, a później jako jeszcze bardziej gorliwy żyd ze stronnictwa nocrim (ta nazwa wywodzi się z hebrajskiego brzmienia imienia Jezusa z Nazaretu – Jeszua ha-Nocri, i pojawia się w Dz 24,5), który bez reszty poświęcił się głoszeniu Dobrej Nowiny o Jezusie Mesjaszu, zbawicielu każdego Żyda i nie-Żyda, wolnego i niewolnika, mężczyzny i kobiety. Św. Paweł – rabbi Szaul nie tylko narażał się na niebezpieczeństwa, docierając do różnych miejsc cesarstwa z Ewangelią, ale opracował też halachę (naukowe zasady postępowania religijnego) dla pogan, nawracających się do żydowskiego Mesjasza, które stanowią obecnie podwaliny Prawa Kanonicznego naszego Kościoła.

Obyśmy i my poczuli się dłużnikami narodu żydowskiego, który dał nam Mesjasza Jezusa i Apostoła Pawła, tak jak Paweł czuł się „dłużnikiem Greków i barbarzyńców” (Rz 1,14), i swoją miłością i modlitwą doprowadzili Żydów do zazdrości o Mesjasza i do nawrócenia, spełniając najgłębsze pragnienie Apostoła Narodów.


Leave a reply