Zydowskie korzenie


Rabbi Szymon Kifa-Apostoł Piotr

październik 29, 2013
Print Friendly

Nawrócenie rybaka Szymona, zwanego Piotrem, było mniej spektakularne niż nawrócenie Szaula z Tarsu. Wydawać by się mogło, że nie da się mówić o jakimś szczególnym nawróceniu człowieka, który przez trzy lata chodził z Jezusem, słuchając Jego nauk i oglądając czynione przez Niego cuda. Niemniej jednak bez trudu można zauważyć, jak radykalnie zmieniło się życie, postawy i zachowania tego człowieka po wydarzeniach Paschalnych. Spróbujmy to prześledzić i przekonajmy się, na ile mocnym dowodem zmartwychwstania Jezusa jest życie i śmierć Apostoła Piotra.

1.Galilejski rybak

Szymon bar Jochanan urodził się w miejscowości Betsaida położonej nad jeziorem Galilejskim (zwanym też jeziorem Tyberiadzkim lub Kinneret). Jego ojciec Jochanan był rybakiem, być może z tych biedniejszych. Na ósmy dzień po urodzeniu chłopiec został obrzezany i otrzymał stare hebrajskie imię שמעון Szym’on (inne wersje fonetyczne: Szymon, Symeon, Simon).

Imię to nosił jeden z dwunastu patriarchów Izraela, syn Jakuba i Lei. Etymologicznie jest ono powiązane ze słowem לשמוע liszmoa (hbr. „słuchać”). Lea, niekochana żona Jakuba, kiedy urodziła swojego pierwszego syna, nadała mu imię Szym’on, wyrażając w ten sposób pewność, że Pan Bóg usłyszał o jej poniżeniu i wywyższył ją, dając jej syna. Możliwe, że w czasach okupacji rzymskiej imię Szymon nadawano dzieciom w nadziei, że Pan usłyszy wołanie uciśnionego Izraela. Z drugiej strony, w tamtych czasach dziecko często nosiło imię jednego z przodków lub krewnych. Tak czy inaczej, imię to było dość rozpowszechnione wśród Żydów zarówno w Izraelu jak i w diasporze. W Nowym Testamencie spotykamy kilku Szymonów: Szymon Kanai (קנאי ‘Kananejczyk’ lub ‘gorliwy’), Szymon Garbarz (Dz. 9,43), Szymon Czarnoksiężnik (Dz. 8,9), niejaki faryzeusz imieniem Szymon (Łk. 7,40), Szymon Trędowaty z Betanii, Szymon Cyrenejczyk. Zatem Szymon Kifa, znany nam jako Apostoł Piotr, otrzymał podczas obrzezania typowe żydowskie imię, jedno z najbardziej rozpowszechnionych w tamtych czasach.

Najprawdopodobniej, Szymon był najstarszym z rodzeństwa. Jeśli tak, to również i jego, tak samo jak Pana Jezusa, rodzice musieli zanieść do Jerozolimy do Świątyni mniej więcej miesiąc po urodzeniu, by złożyć ofiarę „wykupu pierworodnego” (Wyj. 13,13; Łk. 2,23). Pomimo bowiem ubóstwa i niezbyt głębokiej wiedzy religijnej, galilejscy Żydzi odznaczali się wielką gorliwością dla Prawa Mojżeszowego i przywiązaniem do tradycji narodowych, wynikających z Tory. Pielgrzymowanie do Jerozolimy wiązało się albo z przejściem przez wrogą Samarię, albo prawie dwukrotnie dłuższą drogą przez Jerycho i pustynię Judzką, ale mimo wszystko liczne pielgrzymki z Galilei regularnie, trzy razy w roku, przybywały do Jerozolimy.

Nieprzypadkowo jednak Żydzi z Judei traktowali Galilejczyków jako „gorszych Żydów”. Pojawiające się w Ewangeliach słowa o Galilei pogan (Mt. 4,15) lub o tym, że z Nazaretu nie może wyjść nic dobrego (Jana 1,46) są echem wieloletnich zgrzytów pomiędzy rabinami z Judei a prostym ludem galilejskim, podatnym na wpływy hellenistyczne. Dochodziło nawet do takich sytuacji, kiedy śluby religijne, złożone w Galilei, były uważane za nieważne w Judei. Po prostu zakładało się, że Galilejczycy nie znają się na rytuałach i interpretacjach Tory. Krytykowano nawet wybitnych rabinów, takich jak Chanina ben Dosa czy Jose Galilejczyk, pomimo ewidentnych cudów, za niedbałość w spełnianiu przez nich drobiazgowych rytuałów. Talmud odnotowuje nawet zajście, podczas którego kobieta zganiła rabbiego Josego za gadatliwość, nazywając go „głupim Galilejczykiem”.

Postępująca w Galilei hellenizacja dotknęła również rodziny Szymona, co jest bardzo widoczne na przykładzie imienia jego brata Andrzeja. Jest to greckie imię (Andreas), prawie nieznane w środowiskach żydowskich. Nie spotykamy nikogo więcej o imieniu Andrzej w całej Biblii, a w historii Żydów pierwsza znacząca postać, nosząca to imię, to Andrzej Lukuas, który przewodził powstaniu żydowskiemu w Cyrenie (położonej w dzisiejszej Libii) w latach 115-117 po Chr.

Jeszcze jedną cechą charakterystyczną Galilejczyków, a wraz z nimi i Szymona, był ich język. Tak samo, jak w całym Izraelu, w Galilei posługiwano się językiem aramejskim, w którym występują samogłoski gardłowe א ‘alef i ע ‘ajin, nie mające analogii w językach słowiańskich. Jednak w odróżnieniu od dialektów judejskich i babilońskich, w mowie Galilejczyków już w czasach Jezusa te samogłoski zanikły i nie były wymawiane. Najbardziej znanym przykładem jest różnica w wymowie imienia אלעזר ‘El’azar (Eleazar), które w Galilei brzmiało jako Lazar, i właśnie w tej postaci zostało użyte w jezusowej przypowieści (Łk 16,20-25). Ta cecha języka Galilejczyków powodowała liczne nieporozumienia. w Talmudzie jest odnotowana anegdota , и который должен оставаться на небесах до того времени, когда все будет совершено, как и говорил Бог издревле через своих святых пророков o Galilejczyku, który chciał kupić na rynku w Jerozolimie coś, co nazywał amar. Kupcy zaczęli sie  z niego wyśmiewać: „Głupi Galilejczyku, czy chcesz coś, na czym mógłbyś jeździć? A może coś do picia? Albo może jakieś ubranie? Albo coś na ofiarę?” W ustach Galilejczyka bowiem jednakowo brzmiały cztery różne słowa, różne wymawiane w Judei: chamaar (osioł), chamar (wino), ‘amar (wełna) oraz immar (baranek).

Z tego powodu Galilejczycy rzadko byli przywoływani do czytania Tory w synagogach judejskich, choć powszechnie wśród Żydów występuje zwyczaj zapraszania każdego przybysza do tej zaszczytnej roli. Po prostu kiedy Galilejczyk czytał Torę, Judejczyk niewiele z tego rozumiał, a niektóre słowa nabierały innego sensu. I z tego też powodu Szymona Piotra łatwo rozpoznali jako Galilejczyka na dziedzińcu arcykapłańskim, gdzie wiele lat później był uwięziony jego Mistrz, Jezus.

Jak każdy pobożny Żyd, galilejski rybak Szymon w odpowiednim czasie się ożenił. Najprawdopodobniej właśnie wtedy przeprowadził się z rodzinnej Betsaidy do Kfar Nachum (Kapernaum). Miał tam dom niedaleko synagogi, do której chodził w każdy szabat, by słuchać Słowa Bożego i się modlić. Odsłonięte dzisiaj ruiny synagogi w Kapernaum pochodzą z późniejszego okresu, jednak z reguły nowy budynek synagogi wznoszono na miejscu starego. Dokładnie tak samo w miejscu, gdzie niegdyś stał dom Szymona w Kapernaum, w IV-VI wiekach zbudowano bazylikę bizantyjską, a dzisiaj nad tym miejscem wznosi si/i/bię nowoczesny budynek kościoła.

2. Poszukiwanie Prawdy

Czytając biblijną historię powołania Szymona można wywnioskować, że był to kolejny etap w jego osobistych poszukiwaniach Prawdy – choć jego rozumienie tej Prawdy na pewno różniło się od naszego rozumienia.

W całym Izraelu w tamtych czasach oczekiwano Mesjasza. Te mesjańskie nadzieje nie ominęły również Galilei, gdzie wędrowni nauczyciele pozyskiwali tłumy uczniów. Spodziewano się, że Mesjasz zajmie stanowisko Arcykapłana i odnowi prawdziwy kult ofiarniczy w Jerozolimie. Inni oczekiwali, że będzie on Prorokiem, który nauczy Żydów prawidłowo wypełniać wolę Boga, objawioną w Torze. Jeszcze inni myśleli, że będzie to król, zdolny do wzniecenia powstania przeciwko potędze Rzymu i wywalczenia pełnej niepodległości Izraela. We wszystkich tych spekulacjach przewijał się wspólny motyw: każdy Żyd musi być godnym nadejścia Mesjasza, musi znać i wypełniać Torę. Dlatego też i Szymon razem z bratem Andrzejem podjął próbę przyłączenia się do grupy uczniów jednego z najwybitniejszych nazyrejczyków, głoszących odnowienie i oczyszczenie poprzez rytuał twila, polegający na zanurzeniu w wodzie. Nazywano go Jochanan haMatbil – Jan Chrzciciel.

Jochanan haMatbil nie był rabinem. Nie ukończył on żadnej szkoły rabinicznej, nie był uczniem żadnego sławnego rabina, nie był powiązany z żadnym środowiskiem religijno-politycznym. Jego nauczanie było bardzo niepokojące dla wszystkich Żydów, ponieważ normalnie nikt z nich nie musiał zanurzać się, by uzyskać odpuszczenie grzechów. Odpuszczenie grzechów można było otrzymać na drodze składania ofiar, natomiast do składania ofiary konieczne było oczyszczenie rytualne, trwające kilka dni, związane raczej z obmywaniem. Pełne zanurzenie było wymagane jedynie w przypadku, kiedy poganin chciał przyjąć judaizm.

I w tej sytuacji pojawia się jakiś nazyrejczyk, który „nie je i nie pije” (Mt. 11,18), mieszka na pustyni i ubiera się w odzienie z sierści wielbłąda, i który nawołuje każdego Żyda do obrzędu twila. Nic dziwnego, że zaniepokojeni rabini, kapłani i prosty lud szli do niego z pytaniem: „Kim ty jesteś? Czy jesteś Eliaszem? Czy jesteś prorokiem? Czy jesteś Mesjaszem?” Żaden bowiem zwykły Żyd bez wykształcenia rabinicznego nie miałby prawa pouczać kogokolwiek na temat oczyszczenia, gdyby nie był co najmniej prorokiem.

Niestety, Jochanan haMatbil sprawił Żydom zawód. On nie był Mesjaszem ani nawet zwykłym prorokiem. Nie znał się na skomplikowanych obrzędach oczyszczenia, i nie dało się z nim dyskutować na ten temat (por. Jana 3,25-26). Jedyne, co potrafił, to napominać króla Heroda, że żyje w grzesznym, zakazanym przez Torę związku z zoną własnego brata. Dlatego po początkowym „sukcesie”, w krótkim czasie wielu jego uczniów odeszło. Między innymi, do innego nietypowego nauczyciela, Jezusa z Nazaretu, na którego Jochanan haMatbil wskazał, nazywając Go Barankiem Bożym.

Jednym z pierwszych uczniów, który zainteresował się osobą nowego nauczyciela, był Andrzej, brat Szymona. Jan Ewangelista opowiada, że Andrzej razem z nienazwanym z imienia kolegą poszedł zapytać Jezusa, gdzie On mieszka, i pozostał u Niego (Jana 1,37-40). W tamtych realiach oznaczało to, że porzucili oni swojego starego mistrza i przyłączyli sie do nowego. Uczniowie bowiem nie tylko słuchali wykładów swojego rabina, ale mieszkali z nim, jedli i brali udział we wszystkich wydarzeniach, w jakich on brał udział.

Być może, już to pierwsze spotkanie z Jezusem wywarło na Andrzeja tak wielkie wrażenie, że zapragnął on znaleźć swojego brata Szymona, by oznajmić mu, że oto tu jest Mesjasz, i zaprowadzić brata do Niego. Możliwe jednak, że Andrzej uznał Jezusa za Mesjasza na podstawie świadectwa swojego poprzedniego mistrza. Tak czy inaczej, faktem jest, że Szymon nie przebywał już wtedy z Jochananem haMatbilem. Wszystko wskazuje również na to, że również po tym pierwszym spotkaniu z Jezusem Szymon powrócił do domu, do rodziny w Kapernaum.

Wygląda na to, że galilejski rybak Szymon po uczciwej próbie oddania się służbie Bogu w środowisku uczniów Jochanana haMatbila, a potem Jezusa z Nazaretu, uznał, że to nie dla niego. Nie posiadał on wystarczającej wiedzy, by prowadzić dyskusje z uczonymi w Piśmie, nie posiadał odwagi, by otwarcie napiętnować grzechy władców. W domu czekała na niego żona, być może, również dzieci, łódź rybacka i sieci. Dla Żyda sumienne spełnianie swoich codziennych obowiązków połączone z przestrzeganiem Tory oznacza pełnienie woli Bożej i ustanawianie Królestwa Bożego na ziemi w nie mniejszym stopniu, jak zwalczanie nieprzyjaciół czy budowanie państwa izraelskiego.

A jednak nowy nauczyciel Jezus nie dał za wygraną…

3. Powołanie

Ewangelista Łukasz opowiada, że pewnego razu na brzegu jeziora Galilejskiego tłum cisnął się do Jezusa, i wtedy On wszedł do łodzi i z niej nauczał ludzi stojących na brzegu (Łk. 5,1-3). Łódź należała do Szymona, który dał już sobie spokój z tymi wszystkimi rabinami i powrócił do zwykłego rybackiego życia. Szymon, oczywiście, wysłuchał kazania razem z innymi – ale zapewne uznał je za bardzo piękne i wartościowe tylko po to, by natychmiast zapomnieć, jak czyni to dzisiaj wielu z nas. W każdym razie, treści tego kazania Ewangelista Łukasz nie podaje. Ale w tym momencie Jezus zaskoczył Szymona, dając mu wyraźne polecenie: wypłyń i zarzuć sieci.

Jako stary rybak, Szymon wiedział, że to nie jest pora na zarzucanie sieci. Ale coś w tym rozkazie Jezusa przekonało go, że warto spróbować, więc bez dyskusji Szymon zrobił to, co mu powiedziano. Wynik był jeszcze bardziej zaskakujący niż samo polecenie: ryby było tak dużo, że zapełniono po brzegi dwie łodzie.

Reakcja Szymona jest nietypowa, przynajmniej dla naszego społeczeństwa. Wielu z nas oczekuje, że Bóg będzie zaspokajał nasze potrzeby. W sumie jest to słuszne oczekiwanie, które Bóg chętnie spełnia. Problem polega na tym, że my, otrzymując od Boga kolejne błogosławieństwo, odbieramy je jako coś należnego, jak gdyby podstawową funkcją Boga było zaspokajanie kolejnych naszych potrzeb. Wielu z nas w podobnej sytuacji powiedziałoby: „No wreszcie Bóg usłyszał moje prośby! Wreszcie Bóg rozwiązał moje problemy! Teraz już skończą się moje problemy finansowe!” Szymon jednak zareagował inaczej: on przypomniał sobie o swoich grzechach.

Czytając w Ewangelii, że Szymon przypadł Jezusowi do kolan i powiedział: „Jestem człowiek grzeszny”, musimy mieć na uwadze, że jemu nie chodziło wcale o siedem grzechów głównych. Szymon uważał się za człowieka grzesznego wcale nie dlatego, że kradł, zabijał lub cudzołożył. Po prostu on wiedział, że się nie nadaje ani na rabina, ani na ucznia rabina.

Żydowskie pojmowanie grzechu w znacznej mierze różni się od katolickiego. Podstawowa różnica polega na tym, że my nazywamy grzechem umyślne złamanie Przykazań Bożych, podczas gdy dla Żyda umyślne złamanie jakiegokolwiek Przykazania jest przestępstwem, za które należy się kara śmierci. Każdy Żyd zawarł z Bogiem Przymierze na górze Synaj, i podjął się wypełniania wszystkiego, co Przymierze od niego wymaga. Umyślne niewypełnienie jakiegoś wymagania oznacza świadome złamanie Przymierza – a świadome złamanie Przymierza pociąga za sobą tylko jedną konsekwencję: śmierć. Grzechem natomiast dla Żyda jest nieświadome wykroczenie lub zaniedbanie, przez które zapomni się o wypełnieniu jakiegoś przykazania.

Z tego też powodu niewiedza i nieuczoność należy w żydowskim pojmowaniu do grzechów. No bo jak może Żyd spełniać przykazania, kiedy nie wie, jak to należy czynić? Szymon jako prosty rybak i niewydarzony uczeń Jana Chrzciciela zdawał sobie sprawę, że wielokrotnie popełnia uchybienia względem Prawa Mojżeszowego, nawet nie wiedząc o tym. Rozumiejąc, że zgłębienie wszystkich zawiłych interpretacji żydowskiego Prawa przekracza jego możliwości, Szymon uczciwie prosi Mistrza, by go zostawił: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk. 5,8). Szymon wyczuwał, że niezwykły połów ryb oznacza szczególną uwagę ze strony Boga i zapewne jakieś oczekiwania względem niego, i był pewien, że żadnych oczekiwań spełnić nie da rady.

Ale Jezus nie miał zamiaru odejść od niego, ponieważ uważał, że właśnie taki człowiek, nie pokładający ufności we własnej uczoności, świadomy swoich wad i braków, najlepiej się nadaje do misji „łowienia ludzi” dla Królestwa Niebios. Nie wydaje się, by Szymon zrozumiał dokładnie, o jakie „łowienie ludzi” chodzi Jezusowi, ale po raz drugi bez dyskusji wykonał polecenie, które mogło się wydawać irracjonalne. Tym razem poszedł za Jezusem definitywnie, porzucając wszystko.

4. Nowe imię

Powołanie różnych ludzi przez Boga oznaczało dla nich rozpoczęcie nowego życia i nowej misji, dlatego często otrzymywali nowe imię. Nowe imię nadał Bóg Abramowi, nazywając go Abrahamem, oraz jego żonie Saraj, nazywając ja Sarą. Nowe imię otrzymał Jakub, którego anioł nazwał Izraelem. Nowe imię otrzymał Jozue, który wcześniej nazywał się Oszea.

Nie było to jakieś wyjątkowe zjawisko na starożytnym Wschodzie. Również Józef, kiedy został sprzedany do Egiptu, otrzymał od faraona nowe imię: Safnat Paneach. Nowe imiona otrzymali też w Babilonie prorok Daniel i jego trzej towarzysze.

Znamienny jest fakt, że nowe imię Szymona bar Jochanana nie było powiązane z jego nową funkcją „rybaka ludzi”. W związku z tym wydaje się, że nawet jeśli rzeczywiście Jezus nazwał Szymona Piotrem-skałą już na pierwszym spotkaniu (por. Jana 1,42), to i tak nikt nie wiedział, o co chodzi z ta skałą. Dlatego też Jezus wybrał najlepsze okoliczności i najlepsze miejsce, które odpowiadałyby nadaniu nowego imienia Szymonowi. Mianowicie, w okolicach Cezarei Filipowej Jezus zadał swoim uczniom pytanie, za kogo oni Go uważają.

Cezarea Filipowa jest jedynym na terenie Izraela „skalnym miastem”, w którym są budynki wykute bezpośrednio w skale, a nie zbudowane z kamieni. W naszych czasach można podziwiać jeszcze inne porzucone skalne miasta: Petra na terenie dzisiejszej Jordanii oraz Hesno d-Kefo (aram. „Twierdza w skale”), zespół wykutych w skale setek klasztorów na terenie dzisiejszej Turcji, gdzie tysiące mnichów i miliony wiernych poniosło śmierć męczeńską z rąk muzułmanów w latach 1918-1920. Niestety, władze tureckie nie zadowoliły się eksterminacją mnichów, i dziś mają zamiar zbudować tamę na rzece Tygrys, zatapiając ten niesamowity zabytek, świadczący o wielkiej cywilizacji chrześcijańskiej w tym regionie…

Wracając do Cezarei Filipowej, przed czasami Chrystusa nie była ona miastem żydowskim i nazywała się Paneas, gdyż główny bożek, któremu tam służono, nosił imię Pan. Herod Wielki zbudował tam wspaniałą świątynię na cześć Cezara Augusta, a jego syn Filip zmienił nazwę miasta z Paneas na Cezarea. A ponieważ już istniała w Izraelu Cezarea Nadmorska, tę nową Cezareę nazwano Filipową. Wspaniałe pozostałości pogańskich świątyń wykutych w skale jeszcze dziś wywierają niesamowite wrażenie.

Właśnie tutaj, w pobliżu tego skalnego miasta, pogrążonego w bałwochwalstwie, Jezus zadał swoim uczniom pytanie: „Za kogo mnie uważacie?”. Zamiast odpowiedzi typu: „Uważamy, że…” Szymon bar Jochanan stwierdza: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt. 16,16). W tym miejscu, gdzie chwalono i wywyższano bałwany uczynione ludzką ręką i postacie mityczne będące owocem ludzkiej wyobraźni, Szymon jednoznacznie stwierdził, że Jezus jest Synem Boga żywego, prawdziwego, który istnieje i działa.

Nadszedł najbardziej odpowiedni moment nadania i wyjaśnienia imienia Piotr. „Ty jesteś skałą” – powiedział Jezus Szymonowi, tak samo jak Szymon przed chwilą powiedział: „Ty jesteś Mesjasz”. Ta skała ma zostać fundamentem czegoś nowego, co Jezus nazwał swoim Kościołem (gr. „ekklesia”).

Wyraz ten po grecku oznacza ludzi wywołanych, wezwanych spośród ogółu, może również oznaczać po prostu zgromadzenie, zebranie (m.in. zgromadzenie żydowskie, czyli קהל kahał). W Ewangeliach słowo „ekklesia” pojawia się tylko dwa razy, z czego można wysnuć wniosek, że ani Szymon, ani inni Apostołowie nie mieli żadnego wyobrażenia o nowej wspólnocie wiernych, skupionych wokół Jezusa. Najprawdopodobniej oczekiwali, że Jezus jedynie zostanie królem Izraela, Mesjaszem, sprawującym władzę nad Żydami w imieniu Boga. Jednak tu, w Cezarei Filipowej, gdzie skały były podstawą do bałwochwalczej czci, Jezus nazwał Szymona skałą, na której zbudowane będzie nowe zgromadzenie wierzących w Mesjasza, Syna Boga Żywego. Zresztą, w swoim pierwszym liście (1P 1,1) Szymon nazwany Skała właśnie tym słowem określa swoich adresatów: „eklektois”, czyli ‘wybrani’.

Skała po grecku nazywa się „petros”, i dlatego nowe imię Szymona bar Jochanana w środowiskach greckich brzmiało „Piotr”. Jednak rozmawiając z uczniami po aramejsku Jezus nie nazwał Szymona Piotrem, tylko Kefasem, gdyż po aramejsku skała nazywa się קפא „kefo”. Właśnie to brzmienie nowego imienia odnotował św. Jan (1,42), i właśnie Kefasem nazywa go rabbi Szaul w swoich listach do Koryntian i do Galatów. Rabbi Szaul, znany nam jako Paweł z Tarsu, który również posługiwał się na co dzień językiem aramejskim, w swoich listach 8 razy używa formy „Kefas”, i tylko 2 razy „Piotr”. W Ewangeliach i Dziejach Apostolskich imię Piotr pojawia sie ok. 150 razy jako imię własne Szymona bar Jochanana. Zresztą on sam, pisząc list do Kościoła, nazywa siebie właśnie Piotrem, Apostołem Jezusa Chrystusa (1P 1,1).

Ale nie tylko nowe imię zostało nadane Szymonowi w Cezarei…

5. Smicha – ordynacja na rabina

Aby lepiej zrozumieć to, co się wydarzyło w Cezarei Filipowej, trzeba uwzględnić mentalność żydowską oraz rabinackie doświadczenie Szymona bar Jochanana.

Jak wspomniano wcześniej, Szymon nie był człowiekiem uczonym, a jego próba przyłączenia się do grona uczniów Jana Chrzciciela zakończyła się uczciwym odejściem do codziennych zajęć rybaka. Szymon rozumiał, że się nie nadaje na rabina, nie potrafi interpretować zawiłości Tory i dyskutować z mędrcami o skomplikowanych przepisach rytualnych. Niewykluczone, że poszedł za Jezusem tylko dlatego, że rola „łowcy ludzi”, jaką zaproponował mu Jezus, nie wymagała rozstrzygania spornych kwestii halachy – żydowskiego Prawa religijnego (albo przynajmniej tak się Szymonowi wydawało). Ale w Cezarei Filipowej po otrzymaniu nowego imienia Szymon bar Jochanan został ordynowany na rabina ze słowami: „I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt. 16,19).

W języku rabinów żydowskich władza związywania i rozwiązywania oznaczała ni mniej ni więcej, jak władza podejmowania wiążących decyzji halachicznych. Hebrajskie słowa asar we-hittir (אסר והתר ‘związywanie i rozwiązywanie’) oznaczało u rabinów „zezwalanie i zabranianie”. Talmud opowiada, że władzę „związywania i rozwiązywania” posiadały różne szkoły rabiniczne, a przede wszystkim Sanhedryn jako najwyższy sąd rabinacki. Istniało przekonane, że ich decyzje w danej sprawie otrzymywały ostateczną ratyfikację od trybunału niebieskiego i były wiążące również „w Niebie”. Zarówno źródła historyczne jak i Ewangelia poświadczają liczne nadużycia związane z tą władzą. Józef Flawiusz pisał, że za królowej Aleksandry faryzeusze nadużywając władzy religijnej objęli faktyczne rządy w państwie i mogli nawet wsadzić do więzienia lub uwolnić, kogo chcieli. Krytykując faryzeuszy, Jezus poniekąd uznaje ich władzę „związywania i rozwiązywania”:

„Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą [faryzeusze], lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą” (Mt. 23,3-4).

W tej wypowiedzi wyraźnie widać dwie podstawowe rzeczy: z jednej strony, słowa o wiązaniu ciężarów określają formułowanie zakazów i nakazów halachicznych, trudnych do wykonania i zresztą obłudnie nie wykonywanych przez samych faryzeuszy; z drugiej zaś strony, Jezus poleca swoim uczniom, by „czynili i zachowywali” nauki faryzeuszy, czyli przyznaje słuszność ich interpretacjom przepisów halachy, prawa żydowskiego.

To samo dotyczy „kluczy królestwa niebieskiego”. W Ewangelii Łukasza Pan Jezus krytykując uczonych w Piśmie mówi, że oni „wzięli klucze poznania – sami nie weszli, i innych nie wpuścili” (Łk. 11,52). Wygląda więc to tak, że Jezus czyni Piotra jednocześnie szafarzem, wyposażonym w klucze, i sędzią, mającym władzę orzekania w sprawach Prawa żydowskiego. Czyli przekazuje mu władzę rabina naczelnego.

Każdy Żyd w tym miejscu zadałby pytanie: a czy Jezus otrzymał sam władzę rabiniczną, by ją przekazywać dalej? Odpowiedź jest taka, że Jezus nie był uczniem żadnego rabina i nie miał uprawnień do wyznaczania kolejnych rabinów (hbr. סמיכה smicha). Znaczna część dyskusji Jezusa z ówczesnymi rabinami dotyczyła właśnie tego zagadnienia: skąd On ma władzę czynić i mówić to, co czyni i mówi? Prześledzenie tej dyskusji w Biblii jest niezmiernie ciekawe i dla nas pouczające, tutaj jednak wystarczy jedynie stwierdzenie, że Szymon Piotr właśnie wyznał, że Jezus jest Mesjaszem, synem Boga żywego. To wyznanie oznaczało wiarę, że Jezus ma namaszczenie, ordynację, smichę nie od ludzi, tylko od samego Boga. Dlatego też ani Szymona Kifę, ani Apostołów nie zdziwiło to przekazanie władzy rabinicznej przez Mesjasza komuś, kto uznał Go za Mesjasza.

Jest oczywiste, że historia żydowska nie odnotowuje Rabana Szymona Kify ben Jochanana, ponieważ dla faryzeuszy liczyła się tylko ich własna ordynacja rabiniczna. W historii Kościoła natomiast Szymon Kifa nigdy nie zostaje nazwany rabinem, ponieważ Jezus wyraźnie zakazał swoim uczniom używać takiego tytułu:

„Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście” (Mt. 23,8).

Zresztą Szymon Kifa bardzo by sie zdziwił, gdyby nazwano go Ojcem Świętym, gdyż również takiego tytułowania Jezus zabraniał mówiąc: „Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie” (Mt. 23,9).

Tak czy inaczej, w Cezarei Filipowej Szymon bar Jochanan otrzymał ordynacje rabiniczną i wraz z nią nowe imię. Zaczęło się jego nowe życie…

6. Pierwsze nieporozumienie

Mateusz Ewangelista opisuje, że natychmiast po uznaniu wielkiej wiary Szymona i nadaniu mu nowego imienia – Kifa – potwierdzającego tę niewzruszoną wiarę, Jezus zaczął wyraźnie mówić o swojej męce i śmierci. Świeżo ordynowany na rabina Szymon Kifa zaczął Go ustawiać: „Nie przyjdzie to nigdy na ciebie!” W jego rozumowaniu, cała ta historia z powołaniem i z jego nową funkcją traciła sens, gdyby Jezus miał umrzeć w Jerozolimie, a nie objąć władzę królewską i/lub kapłańską.

Najprawdopodobniej, tak samo myśleli również pozostali Apostołowie, ale właśnie Szymon Kifa poczuł się zobowiązany, by napomnieć Jezusa. Wziął Go na bok i wyłuszczył Mu swoją wizję przyszłości. „Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie” (Mt. 16,23).

Ten kubeł zimnej wody na głowę nowo wybranego przez Jezusa rabina naczelnego (lub mówiąc w naszych kategoriach, Papieża) powinien być i dla nas przestrogą. Niejednokrotnie bowiem po otrzymaniu szczególnych łask od Boga i po doświadczeniu Jego obecności w naszym życiu zaczynamy się czuć na tyle pewni siebie, że próbujemy ustawiać Boga „pod siebie”. Wydaje nam się, że skoro Bóg do nas się przyznaje i nas kocha, to będzie akceptował również nasz grzech, naszą złość, naszą pychę, i zrozumie, że ja po prostu muszę być taki, jakim jestem.

Niestety, Bóg, okazując nam miłość i wynosząc nas ponad nasze słabości, oczekuje od nas przynajmniej przemiany myślenia. Bo właśnie myślenie nie zmieniło się w rabinie Szymonie Kifie, choć zmieniło się wszystko inne. Jego wyobrażenie o woli Bożej nie uległo zmianie pod wpływem tej właśnie woli, realizowanej w jego własnym życiu.

I dlatego też Szymon Kifa został nazwany szatanem.

Nie oznacza to bynajmniej, jakoby Jezus uznał go za opętanego. Słowo „szatan” nie oznacza w tym kontekście żadnych istot duchowych, upadłych aniołów, demonów lub czegoś w tym rodzaju. Po hebrajsku שׂטן „satan” oznacza po prostu ‘wróg’, i właśnie wrogiem nazwał Jezus swojego najlepszego przyjaciela, którego przed chwilą obdarzył najwyższym zaufaniem i najwyższą godnością.

Aby lepiej to zrozumieć, możemy odwołać się do nauczania rabbiego Szaula, który pisał: „Bo ci, którzy żyją według ciała, myślą o tym, co cielesne; ci zaś, którzy żyją według Ducha, o tym, co duchowe (…). Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu” (Rz. 8,5). Jest oczywiste, że Szymon Kifa nie mógł zmienić swojego sposobu myślenia z „cielesnego” na „duchowe”, ponieważ jest to niemożliwe bez łaski Ducha Świętego, który wtedy jeszcze nie mógł być dany ludziom. Znacznie gorzej jest to, że my, którym Duch Święty jest dany bez ograniczeń, bez miary, również pozostajemy przy naszym cielesnym myśleniu, i nie chcemy przemieniać go na duchowe, Boże. I przy tym łudzimy się, że Jezus nie nazwie nas swoimi wrogami, „szatanami”…

Ale wracając do rabbiego Szymona Kify, powinniśmy odnotować niezbity fakt, że po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa jego myślenie i podejście do pewnych spraw znacznie się zmieniło.

7. Drugie nieporozumienie

W Ewangelii Mateusza jest powiedziane, że po sześciu dniach od chwili ordynacji Szymona Kify na rabina Jezus wszedł na wysoką górę, zabierając go ze sobą wraz z dwoma innymi uczniami – starymi przyjaciółmi jeszcze z Kapernaum, braćmi Jochananem i Jaakowem, synami niejakiego Zawdaja, rybakami (Mt. 17,1). Cała czwórka weszła na górę Tabor znajdującą się w Galilei, dumnie wznoszącą się nad doliną Jezreel.

Istnieją wszelkie przesłanki ku temu, by przypuszczać, że właśnie było święto Szałasów, kiedy Żydzi zobowiązani są do tego, by mieszkać nie w domu, tylko w prowizorycznie wybudowanych namiotach lub szałasach. Sens tego obrzędu jest taki, że Izrael po wyjściu z Egiptu mieszkał w szałasach na pustyni, i na pamiątkę tego co roku wychodzi na tydzień znowu pomieszkać w szałasach. Jednak znaczenie symboliczne tego święta jest związane z całą serią wydarzeń, a mianowicie wyjściem z Egiptu, otrzymaniem Tory na Synaju, zdradą ze złotym cielcem, oczekiwaniem na gniew i karę Bożą, ponownym otrzymaniem Tablic przymierza i pojednaniem z Bogiem. Każde z tych wydarzeń jest powiązane z kolejnym świętem w kalendarzu żydowskim, a uwieńczeniem tego wszystkiego jest właśnie święto Sukkot, upamiętniające fakt, że Bóg zamieszkał w namiotach Izraela.

Umieszczając wejście Jezusa na górę Tabor właśnie w święto Szałasów możemy łatwo prześledzić symbolikę Przemienienia: Obecność Boga w Jezusie uwidoczniła się w postaci blasku chwały, tak samo, jak było z Mojżeszem po powtórnym otrzymaniu Tory (Wyj. 34,29-30). Bóg zamieszkał w namiotach Izraela w osobie Jezusa, który jest „odblaskiem Jego chwały i odbiciem Jego istoty” (Hbr. 1,3). To wszystko było oczywiste dla Szymona Kify, który widział Jezusa Przemienionego, który widział rozmawiających z Nim Mojżesza i Eliasza, który słyszał ich rozmowę. Wydaje się, że w tym momencie Szymon podjął próbę „myślenia o tym, co Boże”, by nie powtórzyć swojego błędu sprzed sześciu dni. Według relacji Łukasza Ewangelisty (9,31), rozmowa Mojżesza i Eliasza z Jezusem dotyczyła tego samego tematu: cierpienia i śmierci Jezusa. Tym razem więc Szymon Kifa, który nie chciał być ponownie zaliczonym do wrogów Jezusa, zaproponował coś innego, co w jego mniemaniu na pewno było związane z wolą Bożą: trzeba postawić tu namioty i obchodzić święto szałasów razem z Mojżeszem i Eliaszem.

Wygląda na to, że potem całe życie Szymon Kifa wstydził się tego swojego pomysłu. Ewangelista Marek, który spisał swoją Ewangelię na podstawie nauczania Szymona, odnotował, że ten „nie wiedział, co powinien mówić” i że był przestraszony (Mk. 9,6). Faktem jest, że tym razem Jezus nie zganił go za głupotę lub brak wiary. Jezus nawet nie zdążył nic powiedzieć, ponieważ odezwał się głos z Nieba: „Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie” (Mt. 17,5).

Jednak słowa Szymona nie były „duchowe”, ale bardzo ludzkie. Po prostu on się poczuł dobrze w obecności pełnego chwały Jezusa, i zapragnął, by ten stan trwał dłużej. Chciał pozostać na tej górze z Jezusem, Prorokami i kolegami, chciał świętować i czuć się dobrze. Myślę, że wielu z nas ma podobne odczucia w okresie Świąt Bożego narodzenia, kiedy jest nam tak dobrze w gronie rodziny, ze świadomością, że gdzieś tam w żłobie leży Boże Dzieciątko, takie niewinne i miłe, zadowalające się naszym śpiewem kolęd, i nie zakłócające naszego dobrego samopoczucia swoimi wymaganiami.

Ale Jezus nie jest kimś, kto na zawsze pozostanie w żłobku lub w świątecznych namiotach. Jezus kazał im wstać i zejść z góry, wrócić do ludzi po tym głębokim doświadczeniu obecności Boga, nieskończonego Dobra. Iść do ludzi i świadczyć.

Rabbi Szymon Kifa zapamiętał tę lekcję na całe życie. Krótko przed swoją śmiercią męczeńską odwołał się do tego wydarzenia na potwierdzenie autentyczności swojego nauczania:

„Uważam zaś za słuszne pobudzić waszą pamięć, dopóki jestem w tym namiocie, bo wiem, że bliskie jest zwinięcie mojego namiotu, jak to nawet Pan nasz Jezus Chrystus dał mi poznać. Starać się zaś będę, abyście zawsze mieli sposobność po moim odejściu o tym sobie przypominać. Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale /nauczaliśmy/ jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej” (2 P. 1,13-18).

8. Kolejne nieporozumienia

Rabbi Szymon Kifa nie był pojętnym uczniem, nie nauczył się prowadzić błyskotliwych dyskusji z innymi rabinami, nie nauczył się przestrzegać wszystkich wymaganych w judaizmie drobiazgowych przepisów. Czytamy w Ewangeliach, że uczniowie Jezusa – a z nimi i Szymon – wielokrotnie postępowali niezgodnie z przyjętymi normami: to im się chciało zrywać kłosy w szabat, to im się nie obmyło rąk przed jedzeniem, to nie pościli w czasie, kiedy inni Żydzi pościli, to jeszcze coś. Nie potrafili zresztą nawet sami się obronić przed krytyką faryzeuszy, zawsze musiał to robić za nich Jezus.

Rabbi Szymon Kifa jest bohaterem licznych nieporozumień, o których mówią Ewangelie. Możemy przeczytać o niewydarzonym chodzeniu Szymona po wodzie, kiedy zabrakło mu wiary i zaczął on tonąć. Wielokrotnie właśnie Szymon Kifa prosi Jezusa o wyjaśnienie jakiejś przypowieści, która nawet nam wydaje się zrozumiała. Nieraz zadaje pytania, które wydają się niezbyt mądre, np.: „Ile razy mam przebaczać?” „Poszliśmy za tobą, co otrzymamy w zamian?” „Kiedy nadejdzie Królestwo Boże?” „Czy do nas mówisz, czy do wszystkich?” Mimo to Jezus wyraźnie go faworyzował i czynił jednym z nielicznych świadków niektórych wyjątkowych cudów, jak np. Przemienienie lub wskrzeszenie córki Jaira.

Wręcz śmiesznie wygląda dyskusja rabbiego Szymona Kify z Jezusem na temat oczyszczenia rytualnego, która zawiązała się podczas wieczerzy Paschalnej. Kiedy Jezus chciał umyć mu nogi, Szymon nie zgadzał się tak długo, aż Jezus mu zagroził, że nie weźmie go ze sobą do królestwa Bożego. Wtedy Szymon zgodził się na umycie nóg, ale zaczął domagać się, by Jezus umył mu również ręce i głowę. Ale na tym nieporozumienia się nie skończyły: Szymon był przekonany, że jest zdolny do wypicia tego samego kielicha, co Jezus, ale tak naprawdę nie wiedział, o czym Jezus mówi; był przekonany, że odda życie za Jezusa, ale myślał o walce, a nie o pojmaniu i ukrzyżowaniu Mistrza; odważnie chwytał za miecz, by bronić Jezusa, kiedy ten wcale nie miał zamiaru się bronić. Można by powiedzieć, że ten wybrany przez Jezusa uczeń, którego wiara była powodem nadania mu imienia „Skała”, sprawiał Mistrzowi tylko zawód, nigdy tak naprawdę nie rozumiejąc, o co chodzi. Cokolwiek zrobił, cokolwiek powiedział, wszystko było nie na temat.

Właściwie ze wszystkich wypowiedzi rabbiego Szymona Kify z czasu sprzed męki Jezusa tylko jedna brzmi naprawdę rozsądnie:

„Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga” (Jana 6,67-69).

W tych słowach można zauważyć głęboką wiarę i przekonanie, że Jezus jest kimś wyjątkowym, komu warto zaufać, za kim warto pójść, nawet jak się nie rozumie wszystkiego do końca. Ciekawe jest sformułowanie „uwierzyli i poznali”, które, być może, właściwiej byłoby przetłumaczyć w kontekście pojęć żydowskich następująco: „zaufaliśmy i doświadczyliśmy”. W mentalności żydowskiej bowiem wiara w kogoś oznacza zaufanie, poleganie na nim, zaś poznanie oznacza osobiste doświadczenie, przeżycie czegoś na własnej skórze.

Oby i nas było stać na takie zaufanie, które prowadzi do osobistego doświadczenia Świętości Jezusa.

9. Kryzys wiary

Biorąc pod uwagę wszystko, co zostało wcześniej powiedziane o zdolnościach naukowych rabbiego Szymona Kify, jego niepowodzeniach i uchybieniach oraz o niesamowitym zaufaniu Jezusowi, wynikającym z codziennego doświadczenia życiowego, można sobie łatwo wyobrazić, jakie totalne załamanie przeżył ten człowiek w chwili, kiedy jego Mistrz został pojmany i uwięziony.

Mimowolnie przychodzi na myśl rozpacz, która musiała ogarnąć Abrahama w chwili, kiedy Bóg zażądał od niego złożenia w ofierze jedynego syna, którego ten sam Bóg mu dał i obiecał, że właśnie z niego zrodzony będzie wielki naród. Czyżby Bóg się pomylił? Czyżby zmienił zdanie? Czyżby Jego słowo nie miało mocy wiążącej? No bo jak można dawać człowiekowi nadzieję i ukochane dziecko, a potem żądać zabicia tego dziecka i całej nadziei, z nim związanej? A jednak ufność Abrahama przezwyciężyła wszystko, a jego wierność została wynagrodzona.

Rabini żydowscy spekulują, czy to przypadkiem nie było odwrotnie, czy to nie Abraham wystawił Boga na próbę. Mówią oni, że Abraham, po rozważeniu wszystkich obietnic Bożych, postanowił naprawdę zabić Izaaka myśląc: „Ciekawe, jak teraz Bóg wybrnie z sytuacji i spełni te swoje obietnice?” Być może, jest w tym jakaś część prawdy, bo w końcu również Biblia stwierdza, iż Abraham wierzył, że Izaak powstanie z martwych (Hbr. 11,17-19). Nic podobnego jednak na pewno nie mogło przyjść do głowy biednemu Szymonowi, którego ufność była związana z oczekiwaniem na odrodzenie polityczne Izraela – a jeśli nawet myślał coś o odrodzeniu duchowym, to raczej w kategoriach odnowienia kultu świątynnego i wymiany skorumpowanych kapłanów na prawdziwych, z rodu Aarona. Mimo, że Jezus wielokrotnie zapowiadał swoją mękę i zmartwychwstanie, myślenie Szymona Kify pozostawało „ludzkim”. Zresztą trudno oczekiwać, by było inaczej…

Spróbujmy wczuć się w stan ducha Szymona Kify, Żyda, któremu się wydawało, że został powołany przez Mesjasza do wyjątkowej roli, który nabrał przekonania, że ten Mesjasz ma wyjątkową moc, pochodzącą od Boga, który gotów był sam z jednym mieczem walczyć z cała kohortą, tak mocna była jego wiara w zwycięstwo Mesjasza. I nagle totalne załamanie: Mesjasz pojmany, pobity i sponiewierany. Czy to jest możliwe? Czy to jest jakaś pomyłka, czy mistyfikacja, czy obłęd? Jak to połączyć ze wszystkim, co się wydarzyło w ciągu ostatnich lat, kiedy Jezus stale demonstrował swoją wyjątkową relację z Bogiem? W tym stanie ducha, w zwątpieniu, rozpoznany jako Galilejczyk i zapytany, czy nie jest jednym z uczniów tego Jezusa, Szymon Kifa odruchowo zaprzecza. On i tak nigdy nie trafiał w oczekiwania Jezusa, i tak nie rozumiał, co ma powiedzieć i co robić, a w tym momencie musiał doznać prawdziwego załamania. Uświadomił sobie przecież, że Mistrz wiedział, że on się Go zaprze.

Nie wiem, jak kto, ale ja w moim życiu nigdy nie doświadczyłem nic gorszego niż samotność i bezsilność wobec zła. I jestem przekonany, że właśnie te dwa najstraszniejsze odczucia ogarnęły Szymona Kifę tego wieczoru Paschalnego i nie opuszczały go aż do niedzielnego poranka, kiedy przyszły kobiety i oznajmiły, że grób Jezusa jest pusty, a aniołowie oznajmiły Jego zmartwychwstanie.

Myślę, że właśnie w tym momencie rabbi Szymon Kifa przeżył największy kryzys wiary, jaki tylko może przeżyć człowiek. Wszystko, w co on wierzył dotychczas, wszystkie wyobrażenia o Bogu, Jego królestwie i swojej w nim roli legły w gruzach. Dlatego rabbi Szymon rzucił się do grobu i wszedłszy zobaczył zwinięte płótna, z których w nadnaturalny sposób zniknęło ciało Mistrza. Ujrzał, i uwierzył.

W tym miejscu chcę zaznaczyć dwie bardzo istotne rzeczy. Po pierwsze, wszystkie wydarzenia, które nastąpiły po ujrzeniu pustego grobu, w żaden sposób nie pasują do osoby Szymona Kify, jakim go poznaliśmy z całej Ewangelii, jak to zostało opisane w poprzednich rozdziałach. Rabbi Szymon Kifa został od tej chwili innym człowiekiem, i nie ma żadnego naturalnego wyjaśnienia dla tej przemiany. Jego przemówienia po tym wydarzeniu odznaczały się niezwykłą wiedzą i błyskotliwością, a odwaga wprawiała w zdumienie wszystkich przeciwników. Ale nie była to już odwaga wojownika, ale człowieka, kochającego bez granic, i pewnego, że śmierć cielesna to nic w porównaniu do śmierci duchowej.

A po drugie, rabbi Szymon Kifa jest najlepszym przykładem tego, jak można być blisko Boga, blisko Jezusa, widzieć Jego działanie i nadal nie rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego też on sam nie potępił nigdy nikogo z braci swoich, Żydów, za zabójstwo Jezusa i za niewiarę w Niego, ponieważ rozumiał, że tak samo, jak i on, działali oni w nieświadomości (Dz. 3,17). Lekcja pokory, którą otrzymał rabbi Szymon Kifa, była bardzo bolesna, ale skuteczna.

10. „Paś owce moje”

Jezus ukazywał się swoim uczniom przez 40 dni, zanim odszedł w dziwny, ponadnaturalny sposób do nieba. Na jednym ze spotkań powierzył Szymonowi Kifie pod opiekę wszystkich swoich uczniów (Jana 21,15-17).

Nie była to łatwa rozmowa, a tłumaczenie polskie, niestety, nie oddaje całego dramatu wewnętrznego, jaki towarzyszył słowom Szymona. „A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje”. W tekście greckim Ewangelii Jana Jezus używa słowa „agape”, zaś Szymon Kifa słowa „fileo”. Różnica jest zasadnicza, gdyż są to dwa całkowicie odmienne rodzaje miłości.

Słowem „agape” w języku greckim oznaczało się miłość, płynącą ze świadomej decyzji służenia drugiej osobie. W tej miłości nie jest istotne, czy osoba kochająca czuje się dobrze – jest istotne, czy prawidłowo rozpoznaje potrzeby osoby kochanej, czy potrafi te potrzeby zaspokoić, i czy jest zdolna do poświęcenia dla dobra kochanej osoby. Chyba najlepiej istotę miłości „agape” opisują słowa samego Jezusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (Jana 15,13).

Zupełnie inaczej wygląda miłość, nazywana po grecku „fileo”. Jest to miłość, powiązana z dobrym samopoczuciem, z silnym uniesieniem emocjonalnym, i koniecznie ze wzajemnością. Kiedy bycie z drugim człowiekiem nie dostarcza przyjemności, miłość „fileo” wygasa. Kiedy druga osoba nie odpowiada miłością na miłość, wówczas „fileo” zanika.

Mając to na uwadze, możemy odnotować, że Jezus pyta się Szymona, czy ten zdolny jest do kochania Go ponad życie. Na co rabbi Szymon Kifa, świadomy swej ułomności i słabości, pamiętający swoje zaparcie się Mistrza, nie odważa się już zapewniać Go o miłości i wierności aż do śmierci. Właściwie jego odpowiedź brzmi: „Nie, nie kocham Cię tak, jak Ty mnie kochasz, nie jestem w stanie oddać życie za Ciebie, stać mnie jedynie na dobre samopoczucie w Twojej obecności”. Ale Jezus, usłyszawszy taką odpowiedź, i tak mówi: „Paś owce moje”.

Ciekawe jest, że Jezus powtarza swoje pytanie trzykrotnie, i trzykrotnie rabbi Szymon Kifa odpowiada tak samo, nie mając odwagi obiecać Mistrzowi nic ponadto. Ale i tym razem Jezus wie lepiej i zapowiada, że Szymon Kifa w swoim czasie zdobędzie się na tak wielką miłość „agape”, że odda swoje życie za Niego. Jest tego tak samo pewien, jak był pewien w czasie wieczerzy Paschalnej, że pomimo całej swojej wiary i gorliwości Szymon zaprze się Go trzykrotnie.

Jest zupełnie oczywiste, że w tym momencie Jezus potwierdził ordynację Szymona Kify na rabina naczelnego nowej wspólnoty żydowskiej, ufającej Zmartwychwstałemu Mesjaszowi i oczekującej na Jego powrót. Wydaje się, że w tym momencie Szymon już rozumie, co oznacza „łowienie ludzi”, i w jaki sposób jest ono powiązane z jego mocną wiarą i władzą „związywania i rozwiązywania”. Mam jedynie wątpliwości, czy w tamtej chwili rabbi Szymon Kifa poczuł się ustanowionym na biskupa Rzymu. Ale żadnego pytania już nie zadał Mistrzowi w związku ze swoją osobą…

Tak naprawdę, dopiero od tego momentu rabbi Szymon Kifa rozpoczął nowe życie dla Jezusa, nauczając Żydów i orzekając w spornych sprawach halachy. Rabbi Szaul z Tarsu w swoich listach podkreśla, że Szymon Kifa wraz z Janem i Jakubem był uważany za filar wiary w Jerozolimie (Gal. 2,9), oraz że jego podstawową misją było apostołowanie „wśród obrzezanych” (Gal. 2,8). Dzieje Apostolskie opowiadają o jego działalności misyjnej wśród Żydów, przede wszystkim w Jerozolimie. W porównaniu do Apostoła Pawła, rabbi Szymon Kifa w ogóle nie podróżował w celach misyjnych. W Biblii czytamy jedynie o tym, jak on wybrał się do wierzących do Samarii (Dz. 8,14), Liddy (9,32), Jaffy (9,38), wyjątkowo odwiedził dom poganina Korneliusza w Cezarei Nadmorskiej (10,1-5), no i jeszcze w Liście do Galatów jest wzmianka o jego wizycie w kościele chrześcijańskim w Antiochii, składającym się przeważnie z nie-Żydów (2,11). Historyk Kościoła Euzebiusz z Cezarei na podstawie 1P 1,1 wnioskuje, że Szymon Kifa pracował również wśród Żydów w Poncie, Galacji, Kapadocji, Bitynii i Azji, ale potwierdzeń na to brak. Niemniej jednak łatwo zauważyć, że zgodnie z Gal. 2,8, praca apostolska pierwszego Papieża dotyczyła prawie wyłącznie Żydów.

11. Czy wolno Żydowi jeść razem z poganami?

Nie ma potrzeby szczegółowo omawiać wypowiedzi rabbiego Szymona Kify, wygłoszone wobec zgromadzonych w Jerozolimie tłumów Żydów oraz wobec Sanhedrynu. Każdy może przeczytać je w Dziejach Apostolskich, i przekonać się, jak bardzo zmienił się ten rybak w ciągu kilku dni. Napełniony Duchem Świętym, nie bał się wystąpić przed zgromadzonymi rabinami Najwyższej Rady Religijnej Izraela – Sanhedrynu, którzy nie mogli się nadziwić, jak nieuczony rybak, który nie pobierał u nich nauk, może wykazywać się tak głęboką wiedzą (Dz. 4,13). Świadczył nieustraszenie o zmartwychwstaniu Jezusa, a na typowo żydowskie pytanie „co mamy czynić?” odpowiadał: „Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego” (Dz. 2,38).

Generalnie w tym nauczaniu niewiele było nowych elementów poza tym, że Imię Jezusa Chrystusa, zmartwychwstałego Syna Bożego, nabrało znaczenia zbawczego dla każdego Żyda. Zaufanie Jezusowi nie wiązało się jednak z zaniechaniem spełniania żydowskich przepisów prawnych halachy, a dotyczyło raczej spraw ostatecznych: oczyszczenia z grzechów i życia wiecznego.

Pierwszym prawdziwym problemem halachicznym, jaki musiał rozwiązać rabbi Szymon Kifa, była kwestia kaszrutu, czyli czystych i nieczystych potraw. Dobrze znamy historię z objawieniem się Szymonowi Kifie wielkiego płótna z różnymi gadami i płazami, które rabbi miał zabijać i jeść. Reakcja Szymona była typowo żydowska: „O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego!” (Dz. 10,14). Mimo, że objawienie powtórzyło się trzy razy, rabbi Szymon nie dał się przekonać, że ma zabijać i jeść te wszystkie świństwa, łażące po spuszczonym z nieba płótnie. Błędem byłoby przekonanie, jakoby później rabbi Szymon zmienił zdanie. Wszystko wskazuje na to, że Kifa poczuł się po raz kolejny wystawiony na próbę i był pewien, że wyszedł z tej próby zwycięsko. Zastanawiał się jednak, co by to mogło oznaczać.

Odpowiedź przyszła bardzo szybko: do drzwi domu już kołatali wysłannicy Korneliusza z Cezarei, z którymi rabin naczelny żydowskiej wspólnoty mesjanicznej udał się do domu poganina, wiedząc tylko tyle, że ma tam iść. Dopiero na miejscu zorientował się, że widzenie dotyczyło właśnie tej jego wizyty, i że nie wolno mu gardzić poganinem jako nieczystym, gdyż Bóg przyznaje się do pogan w takiej samej mierze, jak i do Żydów.

Znamienny jest fakt, że rabbi Szymon Kifa pozostał wierny zasadom kaszrutu, i nawet przebywając z poganami nie jadł tego, co Tora określa jako nieczyste. Problem polega jednak na tym, że w przekonaniu Żydów sam fakt spożywania posiłku z poganami grozi Żydowi utratą czystości rytualnej. Dlatego, przebywając później w Antiochii wśród wierzących z pogan, nazywanych już wtedy chrześcijanami, rabbi Szymon musiał opuścić ich wspólne posiłki, jak tylko przybyli wyznawcy Chrystusa żydowskiego pochodzenia z otoczenia Jakuba (Gal. 2,12). I za to oberwało mu się od rabbiego Szaula z Tarsu, który powiedział:

My jesteśmy Żydami z urodzenia, a nie pogrążonymi w grzechach poganami. A jednak przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia. (Gal. 2,15-16)

Rabbi Szymon Kifa musiał przyznać rację faryzeuszowi, który go krytykował. Teraz zrozumiał on, o co chodziło w tym objawieniu z płazami i gadami, i kiedy po kilku latach zebrał się Sobór Jerozolimski w sprawie halachy dla nawracających się pogan, wypowiedział się jednoznacznie: „Bóg, który zna serca, zaświadczył na ich [pogan] korzyść, dając im Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie zrobił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyszczając przez wiarę ich serca. Dlaczego więc teraz Boga wystawiacie na próbę, wkładając na uczniów jarzmo, którego ani ojcowie nasi, ani my sami nie mieliśmy siły dźwigać? Wierzymy przecież, że będziemy zbawieni przez łaskę Pana Jezusa, tak samo, jak oni” (Dz. 15,8-10).

Tak oto zostało wydane pierwsze postanowienie halachiczne rabbiego Szymona Kify na mocy władzy „związywania i rozwiązywania”. Cały Sobór Jerozolimski poparł to postanowienie, i odtąd nikt nie wymagał od żadnego Żyda, głoszącego poganom Chrystusa, by unikał ich spotkań i wspólnych posiłków.

12. Śmierć męczeńska

Biblia nie opowiada o tym, jak rabbi Szymon Kifa udał się do Rzymu i poniósł tam śmierć męczeńską. Legenda, wykorzystana przez H.Sienkiewicza w książce Quo vadis?, głosi, że Szymon miał już uniknąć śmierci, uciekając z Rzymu, kiedy pod wpływem widzenia zmienił zdanie. Mimo, że legenda ta bardzo dobrze pasuje do obrazu Szymona Kify, jaki odmalowują Ewangeliści, wydaje się mało prawdopodobne, by człowiek ten po doświadczeniu zmartwychwstania Jezusa kiedykolwiek powziął zamiar uciekać przed kimkolwiek.

Pamiętamy przecież, że Pan Jezus zapowiedział mu śmierć męczeńską (Jana 21,18), i całe dalsze życie rabbi Szymon był tego świadom. W swoim drugim liście napisał: „Wiem, że bliskie jest zwinięcie mojego namiotu, jak to nawet Pan nasz Jezus Chrystus dał mi poznać. Starać się zaś będę, abyście zawsze mieli sposobność po moim odejściu o tym sobie przypominać” (2P 1,14-15). Dodatkowo należy pamiętać, że dosłownie z dnia na dzień rabbi Szymon oczekiwał nadejścia Sądu Ostatecznego:

Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – bo niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański, w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią, a ziemia i dzieła na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko w ten sposób ulegnie zagładzie, to jakimi winniście być wy w świętym postępowaniu i pobożności, gdy oczekujecie i staracie się przyśpieszyć przyjście dnia Bożego, który sprawi, że niebo zapalone pójdzie na zagładę, a gwiazdy w ogniu się rozsypią. Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość. (2P 3,9-13)

Człowiek, który naprawdę poważnie oczekuje katastrofy, w wyniku której runie cały świat, nie będzie podejmował wysiłku ratowania siebie spośród prześladowań. Tym bardziej, że całą swoją nadzieję pokładał w Jezusie, którego widział po zmartwychwstaniu, i który obiecał życie wieczne wszystkim, kto Mu zaufa. Rabbi Szymon Kifa pisze:

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. (1P 1,3-4)

Chyba nikt inny nie doznał lepiej tego, co Szymon Kifa nazywa nowym narodzeniem do żywej nadziei. Niewydarzony uczeń rabina, powołany na „rybaka ludzi”, który nigdy do końca nie zrozumiał swojego Mistrza, który pomimo wielkiej wiary i ufności w końcu załamał się i zdradził swojego Pana, błogosławi Boga, dającego mu nowe życie. I to zrodzenie na nowo odbyło się przez zmartwychwstanie Jezusa, którego Szymon Kifa był świadkiem.

Nie ma innego wyjaśnienia dla przemiany, jaka zaszła w tym człowieku. Nie ma innego wyjaśnienia dla jego gotowości umrzeć dla Jezusa. Rabbi Szymon Kifa naprawdę narodził się na nowo dzięki spotkaniu ze zmartwychwstałym Jezusem. Doskonale spełnił swoje posłannictwo, pobudzając wiarę w tysiącach ludzi, a potem pomagając im trwać i wzrastać w Chrystusie. Swoją męczeńską śmiercią potwierdził, że to wszystko, co przeżył, i co pragnął przekazać zarówno swoim współczesnym, jak i nam, żyjącym dwa tysiące lat później, jest Prawdą. I to prawdą, zdolną przemienić nas i wprowadzić do Królestwa Bożego.

Nie lekceważmy tego świadectwa i pójdźmy za Jezusem, jak zachęca nas do tego rabbi Szymon Kifa, święty Piotr, biskup Rzymu, głowa Kościoła…


One Response to “Rabbi Szymon Kifa-Apostoł Piotr”

  1. katerina

    marzec 3rd, 2015

    Автору спасибо.

     Reply

Leave a reply