Swiadectwa


Moja alija, czyli jak zostałem żydem

wrzesień 18, 2013
Print Friendly

Swiadectwo brata Mirosława:

Pewien mój znajomy mawiał, że można być żydem według losu lub z wyboru. Ja akurat zostałem żydem z odgórnego rozkazu, według Opatrzności.

Zacznę od tego, że jestem Polakiem i katolikiem. Moje pierwsze spotkanie z Żydem odbyło się na podwórku, ponieważ w naszym bloku mieszkała rodzina żydowska z rodu Lewiego, gdzie chłopaki byli mniej więcej w moim wieku (jeden trochę starszy, a drugi trochę młodszy). Jako dzieci razem się bawiliśmy, i nie widziałem zbyt wielkiej różnicy między nimi, Żydami, a nami, gojami – poza tym, że oni byli prymusami i w ogóle nie klęli. Pewnego razu w kłótni nazwałem jednego z nich „żydkiem” i oberwałem po gębie. W sumie nie zrozumiałem, dlaczego Żyd obraził się, kiedy nazwano go Żydem, zwłaszcza że wyglądał tak, że nie sposób było się pomylić (jak w tym kawale, gdzie jeden Żyd pyta drugiego: „Czy ja wyglądam jak Żyd?”Drugi odpowiada: „Nie, ty wyglądasz jak Czech”. „Co znaczy, jak Czech?”„To znaczy, jak trzech Żydów…”). Ale mama wytłumaczyła mi, że tak nie można, więc go przeprosiłem i zostaliśmy przyjaciółmi. A kiedy ukończyłem szkołę i wyjechałem na studia, nasze drogi się rozeszły, i nigdy już tych chłopców nie spotkałem.

Kolejnym Żydem, który odegrał ważną rolę w moim życiu, był Jeszua ha-Masziach. Miałem już 21 lat i studiowałem na politechnice, kiedy zrozumiałem, że Jeszuanaprawdę realnie był zabity i powstał z martwych. Do tego czasu przyjmowałem, że być może ma rację i Karol Marx (który twierdził, że po śmierci nic nie ma), i Budda (który uczył, że po śmierci jest reinkarnacja). I nagle okazało się, że mamy do czynienia z człowiekiem, który realnie umarł, a w jego ciele już nawet skrzepła krew (zob. J 19,34), i który trochę poleżał w grobie, po czym na trzeci dzień jak gdyby nigdy nic poszedł na obiad do swoich przyjaciół. Uznałem, że musiałbym być ostatnim idiotą, jeśli nie uwierzę w to, czego on naucza o życiu po śmierci. Przecież On tam był, i stamtąd powrócił, i opowiedział, co nas wszystkich czeka po śmierci. Ani Mahomet, ani Lenin, ani Kryszna nie przeszli przez doświadczenie śmierci z tym, by stamtąd powrócić, dlatego ich zdanie na temat życia po śmierci przestało dla mnie się liczyć.

Jednak nie miało dla mnie żadnego znaczenia, jakiej narodowości był ten Jeszua. Przecież On mnie kocha tak bardzo, że dał się zabić za moje grzechy – to wystarczy do pełni szczęścia. Jaka różnica, czy jest Żydem czy Chińczykiem? Ale pewnego dnia, kiedy po prostu siedziałem modląc się w kościele, podeszła do mnie jakaś starsza pani i powiedziała takie słowa: „Młodzieńcze, czy wiesz, że naszego Pana Jezusa zamordowali Żydzi?”Wtedy ogarnął mnie Duch Święty i odpowiedziałem: „A czy pani wie, że On też był Żydem?” Pani przerażona uciekła (zapewne wzywać karetkę pogotowia) na widok młodzieńca wypowiadającego takie szalone rzeczy – a ja od tego czasu zacząłem zastanawiać się, dlaczego Jezus musiał być właśnie Żydem.

Dziś już znam odpowiedź na to pytanie. Chodzi o to, że żaden normalny Żyd nie powie, że jest B-giem. Żyd może zostać poganinem, ateistą, buddystą, kimkolwiek – ale nigdy nie uzna, że inny Żyd jest B-giem. Jest nawet taki kawał, w którym Żyd posłał syna do szkoły katolickiej. Syn pewnego dnia wrócił ze szkoły i powiedział ojcu, że zaczął rozumieć, co to jest Święta Trójca. Ojciec oburzony krzyknął: „Zapamiętaj sobie: dla nas, Żydów, isnieje tylko jeden B-g, ale i w Niego nie wierzymy!”

Dlatego, gdyby Jeszua był hinduistą lub buddystą, lub poganinem z kręgów rzymskich lub greckich, i powiedział o sobie, że jest bogiem, to wszyscy mogliby się z Nim zgodzić, i nawet zbudować Mu świątynię i składać ofiary. U Żydów jednak nic takiego nie może mieć miejsca, i jeśli pojawia się człowiek nazywający siebie B-giem, musi on umrzeć jako bluźnierca.Tylko Żydzi mogli naprawdę zrozumieć, za Kogo uważa siebie Jeszua, i Jego śmierć na krzyżu absolutnie jednoznacznie potwierdza, że oni to zrozumieli. Właśnie dlatego mógł On umrzeć, nie popełniając ani jednego grzechu, jako bezgrzeszna ofiara za nasze grzechy, zgodnie z zapowiedzią proroka Izajasza (53,5-6).

Ale wówczas nie wiedziałem o tym i nawet nie podejrzewałem, że to może mieć jakieś znaczenie. Nie potrzebowałem ani Żydów, ani Izraela, o który oni walczyli. Odwrotnie, nawet bardziej współczułem biednym Palestyńczykom, których okrutni Żydzi wypędzili z ich domostw, jak to pokazywali w telewizji i pisali w gazetach.

Muszę przyznać, że jednym z powodów, dla których zacząłem się interesować żydowskim patrzeniem na świat, były żydowskie dowcipy. Wiadomo, nie da się śmieć z dowcipu, kiedy się nie rozumie kontekstu i sposobu myślenia jego autorów i adresatów. Nasi polscy Żydzi przed wojną opowiadali mnóstwo kawałów bezpośrednio związanych z Biblią i Talmudem, i zwyczajami żydowskimi, i zacząłem je naprawdę rozumieć dopiero wtedy, gdy poznałem Biblię, Talmud i kulturę żydowską. Wówczas mnie olśniło, że przecież Jeszua był częścią tej kultury, i mówił tym językiem, i kiedy dyskutował z innymi Żydami, odwoływał się do tych samych wspólnych elementów ich mentalności, do których odwołują się autorzy żydowskich kawałów.

Podam tylko jeden przykład. Przez wiele lat nie mogłem zrozumieć, co ma na myśli Jeszua mówiąc o koszernych pokarmach, które wychodzą na zewnątrz i w ten sposób się oczyszczają (Mk 7,19). I oto pewnego razu przeczytałem wierszyk niejakiego Gubermana (który mawia, że jest obrzezany z przodu, i dlatego nie należy go mylić z dobermanem, który jest obrzezany z tyłu), a w tym wierszyku była mowa o tym, że prawdziwy religijny Żyd powinien mieć dwa wychodki – jeden dla potraw mięsnych, a drugi dla potraw mlecznych. Najpierw się pośmiałem, a potem do mnie dotarło, że skoro żydzi stosując osobne sztućce, naczynia i nawet lodówki dla mięsnych i mlecznych pokarmów, jeszcze nie wpadli na to, by mieć również osobne ubikacje, to chyba rzeczywiście pokarmy te oczyszczają się przechodząc przez żołądek. Mogę więc powiedzieć wprost: dzięki żydowskiemu poczuciu humoru mogłem wiele rzeczy zrozumieć w Nowym Testamencie – nie mówiąc już o żydowskim TaNaChu. Chcąc nie chcąc zacząłem więc uczyć się hebrajskiego i zaglądać do oryginalnych tekstów biblijnych.

I oto pewnego pięknego dnia mój znajomy ksiądz zebrał grupę judofilów, z którą miał pojechać na pielgrzymkę do Izraela. Zapraszał również mnie, ale nie miałem ani pieniędzy, ani chęci, a na dodatek moja żona stanowczo się sprzeciwiła. Mamy z nią relacje patriarchalne, jak w rodzinie żydowskiej z tego dowcipu, gdzie żona z miotłą goniła męża, aż ten schował się pod łóżkiem. Żona krzyczy: „Natychmiast wychodź mi spod łóżka!” A mąż odpowiada: „Ja jestem głową rodziny – powiedziałem, że nie wyjdę, i nie wyjdę!”

Ale w ostatniej chwili przed wyjazdem tej grupy moja żona ze mną się pokłóciła. Postanowiłem więc jechać do Izraela, zgodnie z tym kawałem, gdzie Rabinowicz ustalił z żoną: „Sara, jeśli jedno z nas umrze, to ja od razu wyjeżdżam do Izraela”. Akurat znalazło się dla mnie miejsce, i znalazły się pieniądze, i nic nie stało na przeszkodzie, mimo że rozumiałem, że absolutnie nic nie mam do roboty w tym Izraelu. Modlić się mogę równie dobrze w domu, a w tak zwanych miejscach chrześcijańskich prawie nic nie zostało z czasów, kiedy Jeszua chodził po tej ziemi.

Zgodnie z programem pielgrzymki mieliśmy wejść na górę Świątynną w Jerozolimie. Kiedy jednak przyszliśmy tam w określonym czasie, nie wpuszczono nas. Próbowaliśmy wejść najpierw od strony żydowskiej, potem od muzułmańskiej, ale nie puszczano nas z jednego prostego powodu: byliśmy pielgrzymami. Muzułmanie sprawujący kontrolę nad Wzgórzem Świątynnym po prostu się bali, że my się pomodlimy i wtedy ten nasz Chrystus będzie mógł powrócić sądzić żywych i umarłych.

Muszę powiedzieć, że do tego momentu niezbyt mocno wierzyłem, że Bóg wysłuchuje moich modlitw. Oczywiście, zdarzało się, że modliłem się o coś, i to otrzymywałem, ale zawsze pozostawało ziarenko zwątpienia: a może to był przypadek, szczęśliwy zbieg okoliczności? Albo jak w tym kawale, gdzie człowiek spadł z dzwonnicy i nic mu się nie stało, ale ateiści uznali, że to przypadek. Kiedy znowu spadł z tej samej dzwonnicy i nic mu się nie stało, ateiści stwierdzili, że to zbieg okoliczności. Kiedy zaś trzeci raz spadł, i znowu nic mu się nie stało, orzekli, że to jest przyzwyczajenie. Tak samo zawsze widziałem oprócz cudownej ingerencji Boga jakieś naturalne wyjaśnienie tego, co ze mną się działo. I chociaż codziennie się modliłem słowami „przyjdź królestwo Twoje” nie specjalnie wierzyłem, że na moje zawołanie to królestwo może przyjść.

A teraz muzułmanie nie wpuścili nas na teren żydowskiej Świątyni bojąc się, że my się tam pomodlimy i B-g nas wysłucha, i ustanowi swoje królowanie na ziemi. Postanowiłem wtedy, że zrobię wszystko, by dokonać tego aktu wstępowania w górę na plac Świątynny, nazywanego po hebrajsku alija. Dlatego razem z kolegą z grupy poszliśmy na nocne czuwanie do Bazyliki Grobu Pańskiego, wzięliśmy udział we wszystkich Mszach odprawianych tam w nocy z soboty na niedzielę (w obrzędzie prawosławnym, koptyjskim, ormiańskim i katolickim) i wczesnym rankiem udaliśmy się na Har ha-Bajt. Akurat w ty momencie wchodziła tam grupa turystów, którzy nie potrafili i nie mieli zamiaru się modlić, i razem z nimi weszliśmy na Górę Świątynną.

Co miałem robić? Skoro na Górę Świątynną nie wpuszczają żydów i nie pozwalają tam się modlić, to czy mogłem postąpić inaczej? Zacząłem więc recytować Psalmy Pielgrzymie, jakie tylko pamiętałem, a kiedy wszedłem na sam szczyt, odmówiłem hebrajską modlitwę „Który odbudowujesz Świątynię, wkrótce, za naszych dni”.

Oczywiście, niebo się nie otworzyło i stamtąd nie został spuszczony nowy Bejt ha-Mikdasz, o którym pisał prorok Jochanan ben Zawdaj (Ap 11,19). Ale nie mogłem się pozbyć wrażenia, że uczyniłem coś ważnego, czego oczekiwał ode mnie Przedwieczny, i że to nikt inny jak właśnie On pobudził mnie, bym to uczynił. A kiedy już w Polsce czytałem księgę Izajasza, nagle zrozumiałem, że to o mnie pisał prorok 2700 lat temu: „Przybędę, by zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów (…), które nie słyszały mojej sławy ani nie widziały mojej chwały. Oni ogłoszą chwałę moją wśród narodów. Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar dla Pana wszystkich waszych braci (…) na moją świętą górę w Jeruzalem – mówi Pan – podobnie jak Izraelici przynoszą ofiarę z pokarmów w czystych naczyniach” (Iz 66,18-20). Ja, który do szczęścia nie potrzebowałem ani Żydów, ani ich kraju, ani tym bardziej ich Świątyni, pojechałem tam i dokonałem aliji, i modliłem się o odbudowanie Świątyni jak najprędzej, za naszych dni.

Nie przeszedłem na judaizm i nie przeprowadziłem się do Izraela. A jednak coś we mnie się zmieniło od tego czasu. I choć doskonale rozumiem, dlaczego Żydzi nie żyją ze sobą w zgodzie i nawet nie chodzą do tej samej synagogi (dzięki kontaktom z Żydami amerykańskimi, kanadyjskimi, niemieckimi, polskimi i nawet łotewskimi wszystkie moje złudzenia pierzchły), mimo to czuję, że jestem jednym z nich – jednym z nas, których żydowscy Apostołowie Jezusa przyprowadzili na Wzgórze Świątynne jako ofiarę dla P-na. Możecie uważać mnie za goja, gdyż do śmierci mam zamiar pozostać Polakiem i katolikiem, ale pozbyć się mnie nie mnożecie – wasz praojciec Abraham stał się moim ojcem, Wasz B-g stał się moim B-giem (Rut 1,16), Wasze Pismo stało się moim Pismem, i nawet wasze kawały są moimi kawałami. I ja, idąc za przykładem Mosze Rabejnu, wolę razem z wami znosić prześladowania niż zaznawać rozkoszy grzechu (zob. Hbr 11,24-26), ponieważ Jeszua, wasz żydowski Masziach, daje i mnie, i wam, nowe życie przez wiarę w Niego.


Leave a reply